Wątek Edwarda - przeszczep wątroby.
WSPOMNIENIE (14)

„Tato przyjeżdżaj. Szybko”. Wiadomość z WhatsAppa zmroziła Roberta. „O co chodzi?” – zastanawiał się. „Czy stało się coś złego?”

- Madziu, Małgosia prosi, żebym szybko przyjechał – mówił, pakując walizkę.
- Co się stało? – Magda zmarszczyła czoło. – Coś poważnego?
- Nie wiem, ale chyba tak.
- Ale wrócisz, prawda?
- Nie wiem Madziu. - Robert zasunął zamek walizki. – Nie wiem, co zastanę w domu.

„Dom i rodzina” – Magda uświadomiła sobie kolejny raz, że właśnie one są najważniejsze w życiu człowieka. W całym życiu, ale zwłaszcza u jego kresu. Robert je miał, ona nie. Wiedziała, że przegra.

- Rozumiem – odpowiedziała. – Rozumiem i dziękuję za to, że dałeś mi namiastkę tego, za czym zawsze tęskniłam. No, leć już. – Przytuliła się. Odchyliła głowę, gdy chciał ją pocałować.

https://www.youtube.com/watch?v=r6nHMEku...rt_radio=1

Leć, uciekaj
Nad miasto, z miasta, w pole
Leć, uciekaj
Nad pole, z pola, w lasy
Leć, uciekaj
Z lasów, nad chmury
Leć, uciekaj
Wznieś się do słońca

Pod stopami zmarli marzą
By do nieba poszybować
I za twoje kostki łapią
bo z zazdrości ciebie dławią
Ale ciebie nic nie trzyma
Twoje stopy wiatr porywa
Zdobądź dla mnie gwiazdę z nieba
I nie wracaj i nie wracaj, śpiewaj!

Leć, uciekaj
Za plecy nie oglądaj
Leć uciekaj
Co teraz jest nie będzie
Leć, uciekaj
Co było tego nie ma
Leć, uciekaj
Do słońca, do słońca

Pod stopami zmarli marzą
By do nieba poszybować
I za twoje kostki łapią
bo z zazdrości ciebie dławią
Ale ciebie nic nie trzyma
Twoje stopy wiatr porywa
Zdobądź dla mnie gwiazdę z nieba
I nie wracaj i nie wracaj, śpiewaj!
I nie wracaj!
Śpiewaj!
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018
<0,006;2019-2025 oscylacje w zakresie 0,010-0,041.
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. 03.09.2016 - przeszczep wątroby w Klinice WUM przy Banacha.

Odpowiedz
Wczoraj z rana wyjazd do Warszawy, dzisiaj poradnia Transplantacyjna i dwa markery: AFP oraz PSA. Jestem dobrej myśli, bo po LRP już 14 lat, a po przeszczepie 9. Jest jedynie pytanie o funkcjonowanie przeszczepionej wątroby oraz o stopień wpływu immunosupresantów na nerki, bo on jest.
Ostatni odcinek WSPOMNIEŃ po powrocie do Wrocławia
Pozdrawiam z kliniki przy Banacha
Edward
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018
<0,006;2019-2025 oscylacje w zakresie 0,010-0,041.
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. 03.09.2016 - przeszczep wątroby w Klinice WUM przy Banacha.

Odpowiedz
Mam nadzieję, że wyniki zadowalające i już wracasz/ wróciłeś do domu.

Pozdrawiam
Armands
Odpowiedz
(23.09.2025, 16:32:02)Armands napisał(a): Mam nadzieję, że wyniki zadowalające i już wracasz/ wróciłeś do domu.

Pozdrawiam
Armands

Wróciliśmy dwie godziny temu. PSA tym razem nie wyznaczono, a z wątrobą wszystko OK. Nie ma wznowy, wątroba funkcjonuje bez zarzutu, a kreatynina i glukoza przekraczają  górne zakresy jedynie o 10%. Zwiększono dawkę immunosupresantów 0 50%, bo takrolimus, świadczący o możliwości odrzucenia przeszczepu wynosi zaledwie 2,1, przy zakresie referencyjnym 5,0 - 20,0. Kolejna wizyta 9 grudnia.


WSPOMNIENIE (ostatni)

Przed domem, ich domem, stał samochód Joli, a obok niego syn i zapłakana córka.

- Mama wyjeżdża, tato – mówiła przez łzy Małgosia. – Zrób coś.

Robert szybkim krokiem, niemal biegnąc, pokonał schody i otworzył wejściowe drzwi. W przedpokoju, oparte o ścianę, stały dwie torby podróżne, a Jola właśnie zakładała kurtkę.

- Nic z tego, moja droga – powiedział zdecydowanym głosem. – To jest nasz dom i tutaj jest nasze miejsce. A miejsce kurtki jest na wieszaku. Daj – wyciągnął rękę.

Jola oddała kurtkę bez sprzeciwu. Postronny obserwator z łatwością zauważyłby, że właśnie na takie słowa czekała.
- Wejdźmy do salonu. - Robert ujął dłoń żony. – Musimy porozmawiać.
- Czy jest jeszcze o czym? – W głosie Joli dało się odczuć rezygnację.
- Jest. – Robert podszedł do okna. 

Przy samochodzie nadal stały ich dzieci. Uniesionym kciukiem powiedział im, że jest OK. Uchylił okno i zobaczył w nim odbicie Joli. Siedziała na wersalce splecione dłonie trzymając na kolanach. Uśmiechnął się i odwrócił.
„I co teraz?” – zdawały się pytać jej oczy.

https://www.youtube.com/watch?v=OEdQypmp...rt_radio=1

Usiądź tu ze mną
Chwyć mnie za rękę, przytul się
I śpiewaj w tę noc bezsenną
W melodię zamień każdą łzę

Patrz jak niebem się toczy
Przed nasze oczy
Wielki i Mały Wóz
Noc w czarnej zasłonie
Początek i koniec
Zamyka na klucz
Wszystko to co się stało
Bardzo bolało
Ale tak miało być
Jutro przez planet taniec
Złoty świt wstanie
Żeby w nas żyć

Dzień mgłami odchodzi, noc ciszą natchniona
Już ciemność stoi przy drzwiach
Czemu trzymasz klucze tak uparcie w dłoniach
A walizka pęka w szwach…

Usiądź tu ze mną
Chwyć mnie za rękę, przytul się
I śpiewaj w tę noc bezsenną
W melodię zamień każdą łzę

Drży serce miarowo, łkasz w moich ramionach
Już rzęsą toczy się łza
Czemu trzymasz klucze tak uparcie w dłoniach
A walizka pęka w szwach…

Usiądź tu ze mną
Chwyć mnie za rękę, przytul się
I śpiewaj w tę noc bezsenną
W melodię zamień każdą łzę

Patrz jak niebem się toczy...

To nasza melodia, z dwóch szeptów złożona
W Twych oczach wciąż mieszka strach
Czemu trzymasz klucze tak uparcie w dłoniach
A walizka pęka w szwach…

Usiądź tu ze mną
Chwyć mnie za rękę, przytul się
I śpiewaj w tę noc bezsenną
W melodię zamień każdą łzę


KONIEC OPOWIASTKI

Linki do tekstów piosenek znalazłem pod adresami:
https://www.tekstowo.pl/piosenki_artysty,stare_dobre_malze_stwo.html
https://www.tekstowo.pl/piosenki_artysty,mikromusic.html
https://www.tekstowo.pl/piosenki_artysty,cztery_pory_milowania.html
https://www.tekstowo.pl/piosenki_artysty,dwa_plus_jeden.html
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018
<0,006;2019-2025 oscylacje w zakresie 0,010-0,041.
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. 03.09.2016 - przeszczep wątroby w Klinice WUM przy Banacha.

Odpowiedz
Chociaż od publikacji ostatniego odcinka ‘Wspomnienia’ minęło już pięć tygodni i mój wątek od dawna zniknął z widocznej strony forum, to jednak nadal go odwiedzacie. Miło mi z tego powodu, nawet bardzo.

Jola (Dunolka), Jarek (Armands) oraz inni, znani mi osobiście, aktywni uczestnicy forum, to jego weterani. Są też nowi członkowie merytorycznie odpowiadający na problemy związane z RGK. Oni wszyscy pomagają Wam w trudnym okresie Waszego życia udzielając merytorycznych wyjaśnień na nurtujące Was problemy. Mój wątek jest inny. 

Już od dawna nie ma w nim dyskusji na medyczne tematy. W przeszłości groziło mi nawet zbanowanie. Sugerowano mi publikację tekstów na innych internetowych forach, aby nie zaśmiecać obecnego wpisami, które medycznie niczego nie wnoszą. Broniłem się stwierdzeniem, że problemy związane z RGK stresują, a moje teksty pomagają, chociaż jedynie na czas ich lektury, o stresie zapomnieć. Nadal tak uważam i stąd wzięło się ‘Wspomnienie’. Inspiracją do jego napisania był musical ‘Mamma Mia’ z 2008 roku. 

Na jednej z greckich wysp podupadający pensjonat prowadzi matka (Meryl Streep) samotnie wychowująca już dorosłą córkę. Córka wychodzi za mąż i chciałaby, aby do ołtarza poprowadził ją ojciec. Problem w tym, że z odnalezionego pamiętnika matki z hippisowskich czasów wynika, że jej ojcem może być każdy z trzech panów. W tajemnicy przed matką zaprasza ich wszystkich na ślub i wesele.

Taka jest w skrócie fabuła musicalu ‘Mamma Mia’, a wiodącą rolę odgrywają w nim niezapomniane przeboje szwedzkiego zespołu ABBA. Dla osób 65+ te przeboje są z pewnością znane, a i młodszym, jak myślę, też by się podobały. Tłumaczone teksty piosenek stanowią integralną część fabuły musicalu.

https://www.youtube.com/watch?v=05qid4p_cfw

W moim ‘Wspomnieniu’ stroną muzyczną są teksty poezji śpiewanej mniej znanych zespołów oraz tych z niekwestionowanym dorobkiem artystycznym. Teksty prezentowanych utworów mówią głównie o miłości i wszystkich aspektach z nią związanych. Połączyłem je własnym tekstem w jakąś w miarę spójną całość. Problem w tym, że odcinki publikowałem na forum ‘ad hoc’ bez wizji całości, a kiedy zakończyłem pisanie okazało się, że jest ona nieco chropowata. Dokonałem niezbędnych korekt, w sumie drobnych, i w krótkim czasie postaram się całość ‘Wspomnienia’ opublikować.

Pozdrawiam serdecznie
Edward
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018
<0,006;2019-2025 oscylacje w zakresie 0,010-0,041.
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. 03.09.2016 - przeszczep wątroby w Klinice WUM przy Banacha.

Odpowiedz
WSPOMNIENIE

Marzec 1968 - Wrocław

NIE WART BĘDZIESZ FUNTA KŁAKÓW, GDY NIE POPRZESZ WARSZAWIAKÓW

Ulotki tej treści rozchodziły się, jak świeże bułeczki, wśród studentów zebranych w auli Politechniki Wrocławskiej. Jednym z ich kolporterów był Robert, student tej uczelni.
- Daj kilka. – Czarnowłosa dziewczyna, o niebanalnej urodzie uśmiechnęła się do Roberta. – Rozdam je koleżankom.
- Z jakiego jesteś wydziału? – zapytał.
- Chemia – odpowiedziała dziewczyna, nie przestając się uśmiechać. – A ty?
- Elektryczny.
Tak zaczęła się ich znajomość. Znajomość, z którą z upływającym czasem Robert wiązał wielkie i coraz większe nadzieje.
Magda, bo tak dziewczyna miała na imię, była jego pierwszą prawdziwą miłością. Tak mu się wtedy wydawało, że pierwszą, bo platonicznych fascynacji koleżankami z liceum nie brał pod uwagę.
Robert i Magda spotykali się na studenckich imprezach, spacerowali ścieżkami nad Odrą i urokliwymi uliczkami wrocławskiego Starego Miasta. On mieszkał we Wrocławiu, ona pochodziła z Krakowa, dlatego zbliżające się wakacje oznaczały nieuchronną rozłąkę.
Dla Roberta było oczywiste, że lato, a przynajmniej jego część, też spędzą razem. Dziwiło go jednak, że Magda unikała rozmów na ten temat. Próbował kilka razy, ale dziewczyna inteligentnie kierowała dyskusję na zupełnie inne sprawy. W końcu uznał, że powie, jak on odbiera ich relację

https://www.youtube.com/watch?v=VvhtsXJAknM

Pani mi mówi, miłości nie ma
Że miłość to opium, to opium dla mas
A ja w Pani oczach widzę poemat
Widzę poemat o dwojgu nas


Widzę poemat zasnuty mgłą
Błękitną jak Pani oczy
Poemat jak baśń wyjęta z ksiąg

Bo w Pani oczach obietnic moc
Co zmysły mami i łudzi
Bo sama Pani nie wierzy w to
Co o miłości mówi


Pani mi mówi, z miłością koniec
Że miłość przeżytkiem, przeżytkiem już jest
A ja w Pani głosie słyszę symfonię
Słyszę symfonię na dwoje serc


Słyszę symfonię na smyczków sto
Zagraną na czułym tonie
Symfonię zmysłową tak jak noc

Bo w Pani głosie jest ciepła moc
Co żar i namiętność budzi
Bo sama Pani nie wierzy w to
Co o miłości mówi


Pani mi mówi, z miłością już precz
Z miłością precz, miłość to utrapienie
A ja w Pani oczach widzę zgodę na grzech
Widzę zgodę na grzech i grzechu odkupienie
Widzę w tych oczach miłości głód
Pulsują nim Pani skronie
I choć z Pani głosu wieje chłód
To Pani tym głodem płonie


 I chociaż widzę tęsknotę, żal
Że pani nic już nie czeka
A pani przecież miłości brak
Choć pani przed nią ucieka


W tych oczach widzę tęsknotę, żal
Że Pani już nic nie czeka
A Pani przecież miłości brak
Choć Pani przed nią ucieka

 
- Robercie, muszę ci coś powiedzieć. – Magda spojrzała mu w oczy.
- Mów. – Wytrzymał jej spojrzenie, ale w oczach Magdy zobaczył coś, czego do tej pory nie widział. Nie wiedział, co to było. Żal? Smutek? Zakłopotanie? Tak, to mogła być każda z tych rzeczy. „Ale dlaczego?” – pomyślał i poczuł niepokój.
- Wypowiedziałeś piękne słowa. – Magda splotła dłonie na piersiach i lekko skłoniła głowę. - One mnie bardzo wzruszyły i za to ci dziękuję. To moja wina, że nie powiedziałam tego na początku naszej znajomości, ale mam chłopaka. – Dziewczyna utkwiła wzrok w czubkach swoich butów. – On mieszka w Krakowie. Jest studentem AGH.
Ta wiadomość spadła na Roberta jak grom z jasnego nieba. Rozwiała jego marzenia i fantazje, w których emocjonalna bliskość z dziewczyną prowadziła nieuchronnie do bliskości fizycznej.
- Magda – mówił drżącym głosem. – Ja … - Głos uwiązł mu w gardle. Emocje były zbyt duże, aby mógł powiedzieć cokolwiek. Robert toczył walkę z samym sobą, jednak jego empatia sprawiała, że jej wynik był mu dobrze znany. Jemu tak, ale nie Magdzie. Dziewczyna nie spodziewała się słów, które za chwilę miała usłyszeć.

https://www.youtube.com/watch?v=KsLc59YFABM

Zrozum to co powiem
Spróbuj to zrozumieć dobrze
Jak życzenia najlepsze te urodzinowe
Albo noworoczne jeszcze lepsze może
O północy gdy składane
Drżącym głosem niekłamane


Z nim będziesz szczęśliwsza
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim
Ja cóż włóczęga niespokojny duch
Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko
Jaka epoka jaki wiek, jaki rok jaki miesiąc jaki dzień
I jaka godzina kończy się, a jaka zaczyna


Nie myśl że nie kocham
Lub że tylko trochę
Jak cię kocham nie powiem no bo nie wypowiem
Tak ogromnie bardzo jeszcze więcej może
I dlatego właśnie żegnaj
Zrozum dobrze żegnaj


Z nim będziesz szczęśliwsza
Dużo szczęśliwsza będziesz z nim
Ja cóż włóczęga niespokojny duch
Ze mną można tylko pójść na wrzosowisko
I zapomnieć wszystko
Jaka epoka jaki wiek, jaki rok, jaki miesiąc, jaki dzień
I jaka godzina kończy się, a jaka zaczyna

Ze mną można tylko
W dali znikać cicho

 
Miesiąc po rozstaniu z Magdą

- Cześć! - Ładna blondynka z krótkimi włosami przerwała myśli Roberta. Myśli, które ciągle kierowały się ku Magdzie.
- Mam na imię Jola.
- Robert – przedstawił się, wyrwany z głębokich rozmyślań. – Kim jesteś?
- Jestem Twoim przeznaczeniem.
- Moim przeznaczeniem? – Chłopak był zaskoczony odpowiedzią. - Chyba żartujesz. Skąd to wiesz?
- Nie pytaj. – Dziewczyna uśmiechnęła się tajemniczo. - Zaufaj mi.
- Tak w ciemno mam ci zaufać?
- Tak, o to proszę.
- Przeznaczenie, to wspólna droga przez życie - zauważył.
- Prawda – przyznała z tajemniczym uśmiechem Jola.
- Nie sądzisz, że to szaleństwo? – Robert przyjrzał się uważniej dziewczynie, która zaczynała mu się podobać. – Znamy się zaledwie kilka minut. Ale OK., Wieczorem zapraszam cię na kawę.
Od tego dnia zaczęły się ich regularne spotkania. Chociaż Robert nie potrafił zapomnieć o Magdzie, to coraz bardziej przekonywał się do Joli. Coraz bardziej, ale jednak nie do końca. Podświadomość podpowiadała mu, że z ich relacją coś jest nie tak
 
Kilka miesięcy później

Robert i Jola szli w milczeniu nadodrzańskim bulwarem trzymając się za ręce.
- Kiedyś powiedziałaś, że jesteś moim przeznaczeniem. – Robert przerwał nieznośną ciszę.
- Tak. – Dziewczyna kiwnęła głową. – Tak powiedziałam i podtrzymuję to.
- Jest nam dobrze ze sobą, ale …
- Ale? – Na czole Joli, chociaż młodym, pojawiły się zmarszczki. - Ale co? Czego nie wiesz?
- Nie zrozum mnie źle, jednak decyzja o wspólnym życiu, to nie to samo, co pójście do kawiarni. Nie dziw się, że mam wątpliwości.
- Jeśli masz wątpliwości, to pytaj. – Jola uśmiechnęła się i zmarszczki zniknęły. - Spróbuję je rozwiać.
 
https://www.youtube.com/watch?v=9Rt8S6soBxk

Czy będziesz jeszcze mnie kochała,
gdy będę stary jak świat,
Gdy pamięć stanie ogłupiała,
nie nadąży liczyć lat?

Czy będziesz o mnie pamiętała,
gdy już rozpłynę się we mgle,
A Twoja podróż będzie trwała
i dotrzesz pewnie tam gdzie chcesz?

Czy znajdziesz jeszcze wśród zieleni
schronienie dla mych późnych lat,
Choć na złość by się w pył zamienił
nasz z trudem budowany świat?

Czy wykasujesz mnie z pamięci,
gdy będziesz miała na to chęć?
Czy obcy ktoś się będzie kręcił
wśród strzępów naszych wspólnych zdjęć?

Czy jednak będziesz na mnie czekać,
na końcu drogi, końcu dni,
Czas coraz szybciej nam ucieka,
a jeszcze mam tak wiele "czy"


 
- Nie zrozum mnie źle, Jolu. – Robert ujął jej dłoń. - Nie jestem egoistą. Dziewczynie, z którą pójdę przez życie, chciałbym dać to wszystko, o co ciebie pytam.
- Dobrze cię rozumiem, Robercie. – Jola wtuliła się w jego ramiona. – Rozumiem i będę czekała. Będę czekała na końcu drogi i na końcu dni.
- Jesteś tego pewna? – zapytał, bo w brzmieniu jej głosu usłyszał coś dziwnego. Nie wiedział, co to było, ale poczuł niepokój. Ten sam, który towarzyszył mu od początku ich znajomości.
- Jestem. – Jej cichy głos, niemal szept, uspokoił go jednak. - Jestem tego pewna.
- Po studiach pójdziemy do pracy. – Robert snuł plany na wspólną przyszłość. – Weźmiemy pożyczkę i kupimy mieszkanie. Nie, co ja mówię, kupimy albo zbudujemy dom. Wiesz, jak będzie wyglądał?
- Nie wiem, ale się cieszę. – Jola, ciągle wtulona w ramiona chłopaka, uśmiechnęła się. - Ważne, że będziemy razem.
„Ważne, że będziemy razem” – powtórzył w myślach. Kiedy jednak opowiadał o ich wspólnym domu nie Jolę w nim widział, ale Magdę.
 
https://www.youtube.com/watch?v=qLKFOyG-sVA

Chodź, opowiem Ci dom, kochana,
cztery ściany i okna, i drzwi
Będzie ogród i płot, i brama,
a w tym domu dzieciaki i my


Opowiem Ci w oknie firankę –
z koronki niech będzie, babcina
Donice z kwiatami na ganku
i dym, jak się snuje z komina


Chodź, opowiem Ci łóżko i stół,
smak i zapach porannej kawy
Czas, jak zwykle, dzielony na pół
i dziejące się wspólne sprawy


Opowiem Ci z pracy powroty
i nasze wieczorne rozmowy,
Opowiem upadki i wzloty –
o domu Ci wszystko opowiem


Chodź, opowiem ci pokój dziecięcy,
w nim zabawy, płacze i śmiechy
Tych ostatnich niechby najwięcej –
niech nam zdrowo rosną pociechy


Opowiem o naszym pokoju,
o kilku obrazach na ścianie,
Opowiem i o nas obojgu
w tym domu, co kiedyś powstanie


Rok 1973 – jeden z wrocławskich kościołów

- Ja Robert. – Głos księdza przerwał improwizacyjny popis organisty.
- Ja Robert.
- Biorę sobie ciebie Jolanto za żonę.
- Biorę sobie ciebie Jolanto za żonę.
- I ślubuję ci …
- I ślubuję ci …
- Ja Jolanta.
- Ja Jolanta.
- Biorę sobie ciebie Robercie za męża.
- Biorę sobie ciebie Robercie za męża.
- I ślubuję ci …

Cisza, jaka zapadła po słowach księdza, była tak przejmująca, że wygasiła wszelkie odgłosy w kościele. Oczy zebranych utkwione w skulonej postaci Joli zdawały się pytać, o co chodzi? A ona, świadoma wagi słów, które miała wypowiedzieć, toczyła wewnętrzną walkę. Walkę między prawdą, o której wiedziała i jej brakiem w słowach, jakie miała powtórzyć.
 
https://www.youtube.com/watch?v=wXWzmlECz-4

Mój piękny panie raz zobaczony w technikolorze
Piszę do pana ostatni list
Już mi lusterko z tym pana zdjęciem też nie pomoże
Pora mi dzisiaj do ślubu iść


Mój piękny panie ja go nie kocham, taka jest prawda
Pan główną rolę gra w każdym śnie
Ale dziewczyna przez świat nie może iść całkiem sama
Życie jest życiem pan przecież wie


Już mi niosą suknię z welonem
Już Cyganie czekają z muzyką
Koń do taktu zamiata ogonem
Mendelsonem stukają kopyta
Jeszcze ryżem sypną na szczęście
Gości tłum coś fałszywie odśpiewa
Złoty krążek mi wcisną na rękę
i powiozą mnie windą do nieba


Moj piękny panie z tego wszystkiego nie mogłam zasnąć
Więc nie mógł mi się pan przyśnić dziś
I tak odchodzę bez pożegnania jakby znienacka
Ktoś między nami zatrzasnął drzwi


- I ślubuję ci …. – Głos Joli drgał równie mocno, jak powietrze od dźwięku kościelnych organów.
 
Rok 1978 – dom rodziców Roberta

Robert wrócił z pracy w kiepskim nastroju. Zdjął kurtkę, umył ręce i bez słowa otworzył lodówkę.
            - Dlaczego nic nie mówisz? – Jola była zaniepokojona. – Stało się coś?
            - Byłem w banku.
            - I co załatwiłeś? Dostaniemy tę pożyczkę?
            - Nie dostaniemy. Nie mamy zdolności kredytowej.
- Chcesz powiedzieć, że nie kupimy własnego mieszkania?
Milczenie Roberta było jednoznaczną odpowiedzią.
            - Nie, nie i jeszcze raz nie! – Jola wpadła w furię. - Ja już dłużej tu nie wytrzymam. Mały dom, jedna łazienka, cztery pokolenia, kot i pies. Tak się nie da żyć! Gdzie nasza intymność? Nawet pokłócić się nie możemy. – Dziewczyna rozpłakała się.
            - Jolu. – Robert chciał przytulić żonę, ale nie pozwoliła.
            - Daj mi święty spokój! Mam tego dość!
            - Wyjadę za granicę. Zarobię na nasze mieszkanie.
            - Wyjedziesz, zarobisz. – Jola mówiła przez łzy. – Nie znasz języka. Co będziesz robił? Zmywał naczynia? Sprzątał mieszkania? A co ze mną i naszym dzieckiem?
            - Zamieszkacie u twoich rodziców.
            - Jak to sobie wyobrażasz? Czwarte piętro, stare budownictwo, węglowy piec i brak windy.
            - Wiem, ale to twoi rodzice. U nich lepiej będziesz się czuła.
 
Rok 1979 – gdzieś w USA

            Po dniu ciężkiej pracy Robert poszedł spać bez kolacji. Był tak zmęczony, że nawet umyć się nie był w stanie. Sen, który przyszedł od razu, przeniósł go do żony i synka. Jaś niedługo miał skończyć trzy lata, ale w jego śnie nie miał jeszcze roku i dopiero zaczynał chodzić. – Kiedy wracasz? – pytała Jola. – Za rok, może za dwa – odpowiedział.
            Robert obudził się w środku nocy. Było ciemno, ale on wiedział, że już nie zaśnie.

https://www.youtube.com/watch?v=GibXqTrl...rt_radio=1

Czwarta nad ranem
Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz


Czemu cię nie ma na odległość ręki?
Czemu mówimy do siebie listami?
Gdy ci to śpiewam - u mnie pełnia lata
Gdy to usłyszysz - będzie środek zimy


Czemu się budzę o czwartej nad ranem
I włosy twoje próbuję ugłaskać
Lecz nigdzie nie ma twoich włosów
Jest tylko blada nocna lampka
Łysa śpiewaczka


Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem
Tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie
Myślałby kto, że rodem z Manhattanu


Czwarta nad ranem...

Herbata czarna myśli rozjaśnia
A list twój sam się czyta
że można go śpiewać
Za oknem mruczą bluesa
Topole z Krupniczej


I jeszcze strażak wszedł na solo
Ten z Mariackiej Wieży
Jego trąbka jak księżyc
Biegnie nad topolą
Nigdzie się jej nie spieszy

Już piąta

Może sen przyjdzie
Może mnie odwiedzisz

 
Rok 1980 – dom rodziców Roberta

- Hej, Jolu, siedzisz w tej dziurze, jak zakonnica. – Anka upiła łyk kawy. – Rozerwij się, odpocznij od teściów i całego tego bajzlu.
Anka była koleżanką Joli z liceum. Po maturze obie zdawały na studia. Jola została studentką, ale Anka nie. Rok później także się jej nie udało i w końcu uznała, że bez dyplomu wyższej uczelni też można żyć. Wyszła za mąż za właściciela warsztatu samochodowego, zajęła się domem i księgowością.
- W Pobierowie mamy domek letniskowy – mówiła Anka. - Od połowy sierpnia będzie wolny. Zabieraj Jasia i jazda nad morze. Może jakiegoś przystojniaka uda ci się poderwać? – Anka przymknęła oko. – Ile twój Robert siedzi już w tej Ameryce?
- Półtora roku.
- No właśnie.

Sierpień 1980 - Pobierowo

Słoneczna pogoda i ciepły dzień sprzyjały spacerom. Jaś, który niedawno skończył cztery lata, trzymany za rączkę protestował, gdy Jola nie pozwalała mu na kąpiel.
- Woda jest zimna, Jasiu – powtarzała cierpliwie.
- Nie jest zimna, mamo – protestowało dziecko.
Na spacerach wzdłuż morza i plażowaniu minęło im kilka dni. Jola opiekowała się dzieckiem, ale jej myśli podążały w zupełnie innym kierunku. Nie próbowała z nimi walczyć, nie chciała. Usypiając Jasia jeszcze rozważała argumenty za i przeciw, ale samotność i wspomnienia pomogły podjąć decyzję. Napisała.

Budka Suflera & Felicjan Andrzejczak - Jolka, Jolka pamiętasz... (Opole 2004) #BudkaSuflera

Jolka, Jolka pamiętasz lato ze snu
Gdy pisałaś: "Tak mi źle
Urwij się choćby zaraz, coś ze mną zrób
Nie zostawiaj tu samej, o nie"


Żebrząc wciąż o benzynę gnałem przez noc
Silnik rzęził ostatkiem sił
Aby być znowu w Tobie, śmiać się i kląć
Wszystko było tak proste w te dni


Dziecko spało za ścianą czujne jak ptak
Niechaj Bóg wyprostuje mu sny
Powiedziałaś, że nigdy, że nigdy aż tak
Słodkie były, jak krew Twoje łzy


Emigrowałem
Z objęć Twych nad ranem
Dzień mnie wyganiał
Nocą znów wracałem

Dane nam było
Słońca zaćmienie
Następne będzie
Może za sto lat


Plażą szły zakonnice, a słońce w dół
Wciąż spadało nie mogąc spaść
Mąż tam w świecie za funtem, odkładał funt
Na Toyotę przepiękną, aż strach


Mąż Twój wielbił porządek i pełne szkło
Narzeczoną miał kiedyś, jak sen
Z autobusem Arabów zdradziła go
Nigdy nie był już sobą, o nie


Emigrowałem
Z ramion Twych nad ranem …


W wielkiej żyliśmy wannie i rzadko tak
Wypełzaliśmy na suchy ląd
Czarodziejka gorzałka tańczyła w nas
Meta była o dwa kroki stąd


Nie wiem ciągle, dlaczego zaczęło się tak
Czemu zgasło też nie wie nikt
Są wciąż różne koło mnie, nie budzę się sam
Ale nic nie jest proste w te dni

 
Rok 2013 - zjazd absolwentów

Koleżanki i koledzy z wydziału Roberta spotykali się regularnie, ale on nie brał udziału w zjazdach. Komitet organizacyjny publikował listy uczestników, Robert przeglądał je i na tym się kończyło. W tym roku było jednak inaczej.
Okrągła, już czterdziesta, rocznica uzyskania dyplomów sprawiła, że na liście pojawiły się nowe osoby, a wśród nich Magda.
- Magda? – Robert był zaskoczony. – Skąd się tutaj wzięła? – zastanawiał się pamiętając, że studiowała chemię. Wspomnienia sprawiły, że postanowił wziąć udział w zjeździe.
 
Robert i Magda przywitali się uściskiem dłoni i całusami w policzek. W trakcie kolacji wybrali się jednak na spacer. Park, w którym znajdował się ich hotel, był idealnym miejscem na rozmowę bez świadków.
- Powiedz, dlaczego dopiero w tym roku przyjechałeś na zjazd? – Beztroska dotąd Magda nagle spoważniała.
- Zobaczyłem ciebie na liście i chciałem się z tobą zobaczyć. Po prostu. – Robert ujął jej dłoń. Dłoń dziewczyny, jego pierwszej niespełnionej miłości.
- A ty? – zapytał. – Chemiczka wśród elektryków?
- Śledziłam stronę internetową waszego wydziału i wiedziałam, że będziecie mieli czterdziestkę. Skontaktowałam się z komitetem organizacyjnym i się zapisałam.
- Dlaczego?
- Nie chciałam dłużej siedzieć w domu. Samotność jest okropną rzeczą.
- Wyobrażam sobie – powiedział, nie znajdując innych słów.
- Nie możesz tego sobie wyobrazić. – Magda spojrzała mu w oczy. - Masz żonę, dzieci i wnuki. Ja nie mam nikogo.
- A mąż? – zapytał, chociaż wiedział, że nie wypada.
- Byliśmy razem osiemnaście lat. – Magda pociągnęła nosem. – Nie mam dzieci i nie chcę do tego wracać. To dla mnie trudne. Wiesz, że po rozwodzie przeprowadziłam się na Śląsk, a później do Wrocławia?
- Naprawdę? W jakiej mieszkasz dzielnicy?
- Na Karłowicach.
- To drugi koniec miasta.
- Oj tam. Wrocław nie jest aż taki duży. Wpadnij kiedyś. – Magda podała wizytówkę.
 
Słowa Magdy sprawiły, że Robert odruchowo ją przytulił. Nie broniła się.
- Często o tobie myślę? – szepnął jej do ucha.
- Ja o tobie też - odpowiedziała.
 
https://www.youtube.com/watch?v=v6V6x_hAKhI

Nocami być razem jest prościej
We władzy ciała jest dusza
Nic nas nie drażni nie złości
Poważnych tematów się nie porusza


Zamykam oczy i biegnę po łące
Biegnę do ciebie wśród snów
Roztrącam trawy i kwiaty pachnące
Wiem nie zabraknie mi tchu


Zamykam oczy i gaszę słońce
Biegnę do ciebie łąką snów
Wiem co mi powiesz w końcu
Bo we śnie nie braknie nam słów


Nocami być razem jest prościej
We władzy ciała jest dusza
Nic nas nie drażni nie złości
Poważnych tematów się nie porusza


Tak biegnąc do siebie we śnie
Na jawie błądzimy wokół wciąż
Myślimy, że jeszcze za wcześnie
Boimy się słów żona mąż


Biegniemy do siebie w lustrach snów
Na jawie coraz bardziej odlegli
Wstydząc się kilku prostych słów
Nigdzieśmy nie dobiegli


Nocami być razem jest prościej
We władzy ciała jest dusza
Nic nas nie drażni nie złości
Poważnych tematów się nie porusza

 
Robert nie liczył czasu. Nie wiedział, czy trwają w uścisku minutę, czy kwadrans. Czuł ciepło jej ciała, które nigdy nie było jego. „Może teraz będzie”? – pomyślał.
- Chłopie – odezwał się jego wewnętrzny głos. – Masz żonę. dzieci i wnuki. Opamiętaj się!
- I co z tego? – Robert zgasił go prostym pytaniem.
Spojrzał w oczy Magdy. Zobaczył w nich te same emocje jak wtedy, gdy mówiła mu o swoim chłopaku. Jej żal i smutek nie były jednak tamtym żalem i smutkiem, ale refleksją nad dokonanym wtedy wyborem.
 
MIKROMUSIC Już nic, już nikt ( Official Video) - YouTube

Nie zagrają tego w radiu
W żadnym kinie nie poleci
Na weselu nikt do tego nie zatańczy
W ciszy znika obraz
więdną ścięte kwiaty

Zapach z Twojej bluzy znika
I wykrusza się z pamięci
Czasem jeszcze słyszę te znajome głosy
i odwracam się, by spojrzeć prawdzie w oczy

Już nic nie zabrzmi tak
Już nic nie smakuje mi jak to
Już nikt nie wejdzie tu
Już nikt nie spojrzy na mnie tak jak ty

Takie lato nie nadejdzie już
Taka noc się nie powtórzy
Nikt nie czeka na mnie po tej stronie rzeki
W ciszy znika wieczór, kwitną malwy, chabry

Już nic nie zabrzmi tak
Już nic nie smakuje mi jak to
Już nikt nie wejdzie tu
Już nikt nie spojrzy na mnie tak jak ty


- Dobrze, już dobrze. – Magda powoli uwolniła się z uścisku jego ramion. – Właśnie dla tej jednej chwili przyjechałam na wasz zjazd, ale wracaj do Joli.
Słowa Magdy zaskoczyły Roberta. „Skąd ona zna imię mojej żony”? – Pytanie, niczym błyskawica, przeleciało przez jego głowę, a na twarzy malowało się zdziwienie. Jego wątpliwości rozwiały kolejne słowa Magdy.
- To moja koleżanka ze studiów. Nie mówiła ci?
- Nie.
- OK., to powiem ci, jak było. Ty zaangażowałeś się uczuciowo w naszą znajomość, a ja byłam zakochana w moim późniejszym mężu. Kiedy powiedziałam ci, że mam chłopaka czułam się fatalnie. Wtedy pomyślałam o Joli. Trudno mi o tym mówić, ale sam wiesz, jak to wtedy było. Miłości, miłostki, zauroczenia, życie chwilą. Po prostu młodość. Jola bardzo przeżyła rozstanie ze swoim chłopakiem. Zwierzała mi się. Mówiła o małżeństwie, rodzinie i dzieciach. Wydaje mi się, że była najbardziej uczuciową dziewczyną ze wszystkich moich koleżanek. Długo i szczerze z nią rozmawiałam i w końcu ją chyba przekonałam. Co było później już wiesz. Wracaj i dbaj o nią. Wiem, o czym teraz myślisz, ja zresztą też, ale nie. Nie warto przekreślać czterdziestu lat wspólnego życia z Jolą.
W drodze do domu Robert rozmyślał o słowach Magdy i ze zdziwieniem skonstatował, że była w nich prawda tak oczywista, że aż banalna. Prawda, o której nie pamiętał przytłoczony codziennymi obowiązkami.
- No i jak było? – Jola, trzymając za rękę wnuczkę, powitała go w progu pocałunkiem.
– No wiesz, czterdzieści lat. – Robert zamyślił się, a przed oczami miał smutną twarz Magdy. – Były wspomnienia i refleksje nad upływającym czasem. Jeśli pytasz, jak było, to odpowiem, że refleksyjnie. Tak, to słowo najlepiej opisuje atmosferę naszego spotkania.
 
https://www.youtube.com/watch?v=DJtC2i39YRc

Gdzieś na końcu drogi
Gdzieś u kresu dni
Stanę w Twoim progu
By powiedzieć Ci


Kilka słówek o tęsknieniu
Zwiewnych jak woale marzeń
Co znienacka, w okamgnieniu
Odmieniają ludzkie twarze

Wtedy chwycisz moje ręce
Na wpół wsparte o Twój próg
I nie będzie tęsknień więcej
Niż poddźwignąć będziesz mogła
Zatańczymy w sobie lekko
Nasz wczorajszy walc ulicy
I zamkniemy pod powieką
Migotliwe światło ciszy


Gdzieś na końcu drogi …

Potem szepnę – na odchodne –
Że Cię w górze wypatruję
Ty na drogę dasz mi drobne
I zapewnisz: Nie żałuję…
Zamkniesz światło w mojej dłoni
I nie będzie tęsknień więcej
Krzyk swój złożę w wiatr połonin
Mocno tuląc Twoje ręce


Gdzieś na końcu drogi …
 
Rok 2016

- Nie nalewaj Ance do pełna. – Jola szepnęła na ucho Robertowi. – Ona ma słabą głowę i jeszcze jakiś numer nam wytnie.
Na urodzinach Joli Anka nie stroniła od alkoholu. Topiła w nim smutek po niedawnej śmierci męża i wspominała dobre lata małżeństwa.
- Wszystko sprzedałam – sepleniła, przeciągając słowa. - Najbardziej mi szkoda domku nad morzem. No wiesz, tego w Pobierowie. – Trąciła Jolę łokciem. – Ty też chyba miło go wspominasz.
- Nigdy nie byliśmy w Pobierowie – zauważył Robert. Upił łyk wina i przysunął się do żony. – Miałaś rację – powiedział półgłosem. – Anka zaczyna bredzić.
Jola nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Czuła się gorzej niż podczas ceremonii ślubnej, gdy zwlekała z powtórzeniem słów małżeńskiej przysięgi. Nie próbowała uciszać przyjaciółki wiedząc, że nic by to nie dało. „Boże, po co jej o wszystkim opowiedziałam” – powtarzała w myślach.
- A ty wtedy w tej Ameryce siedziałeś. – Anka spojrzała na Roberta i przymknęła oko. – Jak on miał na imię? – Ponownie zwróciła się do jubilatki.
W gęstniejącej atmosferze spotkania goście powoli zaczęli się żegnać i wychodzić, ale Anka kontynuowała swój monolog. Wypity alkohol rozluźnił ją zupełnie i sprawił, że różnica między tym, co wypada, a co nie, przestała dla niej istnieć.
- Nawet nie wiesz, jak tobie wtedy zazdrościłam. – Anka czknęła. Resztki świadomości pozwoliły jej jednak zauważyć marsowe miny Joli i Roberta i właściwie je zinterpretować. - To ja też już pójdę – powiedziała w końcu.
Robert i Jola tego wieczora nie zamienili ze sobą ani jednego słowa. Rano, po nieprzespanej nocy, którą spędzili osobno, Robert spakował rzeczy i szykował się do wyjścia.
- Dokąd idziesz? – Roztrzęsiona Jola stanęła w drzwiach pokoju. – Pozwól mi się wytłumaczyć.
- Nie dzisiaj. – Głos Roberta nie zdradzał emocji, chociaż one były aż nadto widoczne. -  Może kiedyś.

https://www.youtube.com/watch?v=Hu_wD7Hz...rt_radio=1

Patrz jak smutnieją malwy w ogrodzie
Chyląc kielichy ku skrzepłej ziemi
Jakby łza im zastygła na spodzie
Wśród przeplotów złaknionych korzeni
 

Patrz jak zamilkły w dziennym obchodzie
Samotne echa na dróg rozstajach
Liście leszczyny dryfują jak łodzie
Które pustkowie ciszą przepaja

Patrz jak dogasa słońce w zachodzie
Swój brzuch okrągły tocząc za drzewa
Światło kradnie spłoszonej przyrodzie
Noc w niej zapada i świerszczem śpiewa

Patrz jak odchodzą ślady me w chłodzie
szarego poranka - bez łez, bez słów
Jakby świata kulawy przechodzień
Któremu zabrakło do życia tchu


Patrz jak płowieją zdjęcia w komodzie
Kluczem zamknięte bez pożegnania
Tam kiedyś jeszcze o słońca wschodzie
List mój odnajdziesz pełen kochania

 
- O, jak miło cię widzieć. – Magda uścisnęła dłoń Roberta. A ta waliza? Gdzieś się wybierasz?– zapytała lustrując go wzrokiem.
- Odszedłem do Joli – odpowiedział zgaszonym głosem.
- Dlaczego? Co się stało?
Magda słuchała słów Roberta w skupieniu. Nie przerywała mu, nie dopytywała. Odnajdowała w jego opowieści to, czego dawno temu sama doświadczyła. „Jaki ten świat jest powtarzalny” – konstatowała.
- Nie obwiniaj Joli – powiedziała, gdy skończył. – Doświadczyłam samotności i wiem, jak łatwo wtedy o błąd.
- Myślisz, że samotność jest mi obca? – Słowa Roberta zabrzmiały zbyt głośno. – Przepraszam, że się uniosłem, ale w Stanach harowałem ponad dwa lata. Od rana do wieczora harowałem na nasz wspólny dom. Myślisz, że nie miałem pokus? Zdziwiłabyś się, gdybym je wszystkie wymienił.
- OK., zostawmy ten temat. – Magda wyszła do kuchni. – Kawa czy herbata? – zapytała zza uchylonych drzwi.
- Co zamierzasz zrobić? – Magda upiła łyk kawy.
- Nie wiem – odpowiedział. – Nie mam gdzie pójść, a do domu nie chcę wracać. Gdybyś pozwoliła mi zostać przez kilka dni, to może coś wymyślę.
- To nie takie proste – odpowiedziała.
- Masz kogoś? – zapytał marszcząc czoło. - Nie mieszkasz sama?
- Nie, nie o to chodzi. Tak ogólnie mówię, że to nie jest proste, ale oczywiście możesz zostać. – Na twarzy Magdy zagościł smutny uśmiech.
Delektowali się kawą wspominając studenckie czasy.
- Pamiętasz tę imprezę w akademiku? – Robert ujął dłoń Magdy.
- Którą? Byliśmy na kilku.
- Tę, na której był Twój chłopak.

https://www.youtube.com/watch?v=bhEdw7mv...rt_radio=1

Chłonęły ściany gitar dźwięk
Tłum ludzi, ty i ja
Ciekawość w oczach twych i lęk
Na twarzach ognia blask

Tę noc sprzed lat pamiętam wciąż
Tę noc zgubionych szans
Lecz obok wtedy siedział on
Bliżej był niż ja
Przy tobie wtedy siedział on
Ty z nim, naprzeciw ja

A przecież tamta noc
Już pozostała w nas
Bo wtedy inne ścieżki los
Mógł zapleść nam wśród gwiazd
To była nasza noc
Jedyna taka noc
To wtedy nasze ścieżki los
Wytyczył tam wśród gwiazd

Rozwiałaś rano się jak dym
Odeszłaś, ogień zgasł
I nie wiem, co się stało z tym
Co się zatliło w nas

Lecz wciąż wracała mi się śnić
Ta noc zgubionych szans
Myślałem, czy ci dobrze z nim?
Czy lepszy byłbym ja?
Czy nadal jeszcze jesteś z nim?
Wy tam, gdy tutaj ja...

Bo przecież tamta noc
Już pozostała w nas
Choć wtedy inne ścieżki los
Mógł zapleść nam wśród gwiazd
To była nasza noc
Jedyna taka noc
To wtedy nasze ścieżki los
Wytyczył tam wśród gwiazd

Mijały lata, setki dróg
I innych nocy żar
Jak gdybym w tamtych znaleźć mógł
Co się zdarzyło nam

Kto wie, co los przyniesie mu
I jaką szansę da
Lecz dziś przede mną siedzisz znów
Znów gram dla Ciebie ja
Dziś taka sama siedzisz tu
Przy Tobie jestem ja

I znów jest tamta noc
Co zawsze była w nas
Jak wtedy kiedy ścieżki los
Poplątał nam wśród gwiazd
To dziś jest nasza noc
To znów jest taka noc
Jak wtedy kiedy ścieżki los
Wytyczył nam wśród gwiazd.


- Pamiętam. – Głos Magdy łamał się, ale opanowała emocje. – Paweł nic o tobie nie wiedział, a ja musiałam udawać, że jesteś przypadkowym kolegą. Bałam się twojej reakcji i cieszyłam się, że byłeś dyskretny. Wiesz, jak patrzę na to z perspektywy lat, to dochodzę do wniosku, że ta dyskrecja była niepotrzebna. Bez niej może wszystko potoczyłoby się inaczej. Może udałoby się nam stworzyć udany związek?
- Nic straconego. – Robert był podekscytowany słowami Magdy. – Spróbujmy to naprawić. Mówią, że na miłość nigdy nie jest za późno.

https://www.youtube.com/watch?v=OICucg51...rt_radio=1

Może właśnie Ty
zjawiasz się obok mnie
Po to, by ponazywać świat,
Zmienić słowo w gest,
Dać mi taką pewność, że
To wszystko czego chciałbym,
Już jest?

Może właśnie ja
Czekam tu dzień po dniu,
Czekam na słowa, w które znów
Można wtulić twarz,
tylko jeszcze do mnie mów,
Bo przecież tylko Ty
Te słowa znasz.

Może Ty? Może Ty i ja?
Słowa trzy albo słowa dwa.
Tyle słów właśnie miało być,
Żeby znów było po co żyć.

Może właśnie Ty
Zjawiasz się obok mnie,
Po to, by uzależnić mnie
Od zwyczajnych słów?
Przecież doskonale wiesz,
Że będę chciał je usłyszeć
Usłyszeć znów.


Może właśnie ja
Patrzę jak wciąga mnie
Twoja gra i naiwnie znów
Wpadam w Twoją sieć,
Tylko jeszcze do mnie mów.
Chcę stracić wszystko,
Żeby wszystko mieć.

Może Ty? Może Ty i ja?...


- Ochłoń Robercie. – Magda gładziła jego dłoń. – Wypowiadasz się w emocjach, które ciągle ci towarzyszą. Daj czas czasowi. On sprawi, że na wszystko spojrzysz chłodnym okiem. Uwierz mi, że tak właśnie trzeba. Ale dobrze nam się rozmawia, a tu już dwudziesta. Co zjesz na kolację?
Po kolacji Robert wziął prysznic i czekał. Oglądał telewizję i czekał, aby powiedzieć Magdzie dobranoc. „Co ona robi w tej łazience” – zastanawiał się. „Już pół godziny tam siedzi”.
Tak, marzył aby być tam razem z nią, ale nie pozwoliła. Proponował, prosił, jednak Magda była nieugięta. Nic nie mówiła, jedynie kręciła głową.
- Już jestem. – Głos Magdy przerwał jego rozmyślania. – Jestem i zapraszam do mojego pokoju.
Robert oniemiał. Magda stała w drzwiach łazienki. Miała rozpuszczone włosy i bransoletkę na lewym nadgarstku. Nic więcej. Na jej twarzy malowały się emocje, których nigdy u niej nie widział. „Boże, jaka ona jest piękna” – pomyślał. Chociaż od czasów studenckich minęło już prawie pół wieku dla niego jej ciało nadal było ciałem dwudziestolatki. „Ciało kobiety nigdy nie przestaje być piękne” – kolejna myśl zajęła miejsce w jego głowie.
- Chodź. – Słowa Magdy przywołały go do rzeczywistości. 

https://www.youtube.com/watch?v=_TyM8zjn...rt_radio=1

W serca zachwycie od dłoni do dłoni
Przez krew i skórę myśl biegnie natchniona
Żeby Twe piękno dłonią odsłonić
Żeby Cię tulić – w swoich – ramionach

Czułość spiesząca od cienia do cienia
Taka, że w niej narowista tęskność pała
Światło wbiega dotykiem płomienia
Który kryje – w sobie – drżące ciała

Tak Cię kocham bez pojęcia!
Już my – Miła – wraz omdleni
A Ty trzymaj mnie w objęciach
Wśród wystrzałów światłocieni!

W tym splocie palców od słowa do słowa
Pulsują kontury, rumienią obłości
Jakaś piękna, jaka satynowa
I mnie ogarniasz – bezmiarem – miłości!

Tak Cię kocham bez pojęcia!
Już my – Miła – wraz omdleni
A Ty trzymaj mnie w objęciach
Wśród wystrzałów światłocieni!

 
Dwa tygodnie później

Dzwonek do drzwi przerwał ich rozmowę.
- Ciekawe, kto nas odwiedza. – Magda zrobiła zdziwioną minę. – Nie spodziewam się nikogo.
Przez uchylone drzwi, jeszcze zamknięte na łańcuszek, Magda zobaczyła dwoje młodych ludzi – chłopaka i dziewczynę. Wyglądali na czterdziestolatków i byli odświętnie ubrani. Dziewczyna trzymała w rękach różę, a chłopak niewielką paczuszką przewiązaną wstążką.
- Dzień dobry – powiedzieli niemal jednocześnie. – Dzisiaj tato ma urodziny – wyjaśniał chłopak. – Chcieliśmy złożyć mu życzenia. Czy wpuści nas pani?
- Robert, jest waszym ojcem?
- Tak. Ja mam na imię Jaś, a moja siostra Małgosia. Jak w bajce.
- Wejdźcie, oczywiści wejdźcie. Zapraszam.
Odwiedziny dzieci wzruszyły Roberta. - Gdyby nie wy zapomniałbym, że jestem jubilatem –mówił wzruszonym głosem.
- Gdyby nie my? … - Jaś spojrzał na siostrę. – Tato … - głos uwiązł w gardle dziewczyny.

https://www.youtube.com/watch?v=En_TWIi4...rt_radio=1

W Twoich oczach światło-cienie,
Zapętlone iskrą w szarość,
Na policzku swój rumieniec
Nosisz jak odległą starość.

Mokre rany śpią w goleniach -
Czy to stygmat dróg żywota,
Których - wierzysz - kresu nie ma?
Więc ja rany Twoje kocham.

Czy pamiętasz, tato, chłopca,
Który rzeźbił dzieła w mydle,
Na stajaniu na manowcach?
Takie czterolatka figle...

Czy pamiętasz mnie maleńką,
Z pierwszym wierszem i obrazem?
Potem serce moje pękło,
Które dziś mi drogowskazem.

 
Na blejtramach gruntowanych
Nie zostawiasz pustej toni,
Jakbyś przez nie był wybrany,
By swą ręką płótna bronić.

Twoje życie jak różaniec
Opleciony co noc do snu,
Położony tuż przy mamie
W zamyśleniu nocnych rozmów.

Ona trochę schorowana
Niesie krzyż swój na ramionach.
W naszym domu - Pierwsza Dama,
Me wspomnienia tuli w dłoniach.


Czy pamiętasz, tato, chłopca,
Który rzeźbił dzieła w mydle,
Na stajaniu na manowcach?
Takie czterolatka figle...

Czy pamiętasz mnie maleńką,
Z pierwszym wierszem i obrazem?
Potem serce moje pękło,
Które dziś mi drogowskazem.

Po wyjściu dzieci Robert sięgnął po smartfon.
- Do kogo dzwonisz? – zapytała Magda.
- Wysyłam wiadomość do żony – odpowiedział.

https://www.youtube.com/watch?v=EzEDorsp...rt_radio=1

Pozwól mi z sobą pomilczeć
Potrzymać za rękę
A kiedy trzeba, krzyczeć i krzyczeć
Znieczulić się dźwiękiem

Zima jak welon się snuje
Taka biała, taka ostrożna
Tylko głupi zrozumieć próbuje
To, czego zrozumieć nie można

W tak sobie myśleniu
Jak w cieniu sam siedzę
W tak sobie myśleniu
Wśród nieodpowiedzeń

Oparty na ramieniu
Nadziei kruchutkiej
Tak sobie rozmawiam
ze smutkiem

A kiedy zostanie trafione
Co złe miłości orężem
To jak żona nad żony
I jak mąż nad męże

Poczujemy znów, że pulsuje
Krew pod skórą białą jak kreda
Tylko głupi zrozumieć próbuje
To, czego zrozumieć się nie da

W tak sobie myśleniu
Jak w cieniu sam siedzę
W tak sobie myśleniu
Wśród nieodpowiedzeń

Oparty na ramieniu
Nadziei kruchutkiej
Tak sobie rozmawiam
ze smutkiem


„Tato przyjeżdżaj. Szybko”. Wiadomość z WhatsAppa zmroziła Roberta. „O co chodzi?” – zastanawiał się.
- Madziu, Małgosia prosi, żebym szybko przyjechał – mówił, pakując walizkę.
- Co się stało? – Magda zmarszczyła czoło. – Coś poważnego?
- Nie wiem, ale chyba tak.
- Ale wrócisz, prawda?
- Nie wiem Madziu. - Robert zasunął zamek walizki. – Nie wiem, co zastanę w domu.
„Dom i rodzina” – Magda uświadomiła sobie kolejny raz, że właśnie one są najważniejsze w życiu człowieka. W całym życiu, ale zwłaszcza u jego kresu. Robert je miał, ona nie. Wiedziała, że przegra.
- Rozumiem – odpowiedziała. – Rozumiem i dziękuję za to, że dałeś mi namiastkę tego, za czym zawsze tęskniłam. Bo wiesz, zaczęłam się przyzwyczajać do ciebie. Łatwo mi to przyszło, nawet bardzo łatwo. Kiedy zapytałeś, czy możesz się u mnie zatrzymać odpowiedziałam, że to nie takie proste. Właśnie przyzwyczajenie i rozstanie miałam wtedy na myśli. Taką chwilę, jak teraz. No, leć już. – Magda przytuliła się. Odchyliła głowę, gdy chciał ją pocałować.

https://www.youtube.com/watch?v=r6nHMEku...rt_radio=1

Leć, uciekaj
Nad miasto, z miasta, w pole
Leć, uciekaj
Nad pole, z pola, w lasy
Leć, uciekaj
Z lasów, nad chmury
Leć, uciekaj
Wznieś się do słońca

Pod stopami zmarli marzą
By do nieba poszybować
I za twoje kostki łapią
bo z zazdrości ciebie dławią
Ale ciebie nic nie trzyma
Twoje stopy wiatr porywa
Zdobądź dla mnie gwiazdę z nieba
I nie wracaj i nie wracaj, śpiewaj!

Leć, uciekaj
Za plecy nie oglądaj
Leć uciekaj
Co teraz jest nie będzie
Leć, uciekaj
Co było tego nie ma
Leć, uciekaj
Do słońca, do słońca

Pod stopami zmarli marzą
By do nieba poszybować
I za twoje kostki łapią
bo z zazdrości ciebie dławią
Ale ciebie nic nie trzyma
Twoje stopy wiatr porywa
Zdobądź dla mnie gwiazdę z nieba
I nie wracaj i nie wracaj, śpiewaj!
I nie wracaj!
Śpiewaj!


Przed domem, ich domem, stał samochód Joli, a obok niego syn i zapłakana córka.
- Mama wyjeżdża, tato – mówiła przez łzy Małgosia. – Zrób coś.
Robert szybkim krokiem, niemal biegnąc, pokonał schody i otworzył wejściowe drzwi. W przedpokoju, oparte o ścianę, stały dwie torby podróżne, a Jola właśnie zakładała kurtkę.
- Nic z tego, moja droga – powiedział zdecydowanym głosem. – To jest nasz dom i tutaj jest nasze miejsce. A miejsce kurtki jest na wieszaku. Daj – wyciągnął rękę.
Jola oddała kurtkę bez sprzeciwu. Postronny obserwator z łatwością zauważyłby, że właśnie na takie słowa czekała.
- Wejdźmy do salonu. - Robert ujął dłoń żony. – Musimy porozmawiać.
- Czy jest jeszcze o czym? – W głosie Joli dało się odczuć rezygnację.
- Jest. – Robert podszedł do okna. Przy samochodzie nadal stały ich dzieci. Uniesionym kciukiem przekazał im, że jest OK. Uchylił okno i zobaczył w nim odbicie Joli. Siedziała na wersalce splecione dłonie trzymając na kolanach. Uśmiechnął się i odwrócił.
„I co teraz?” – zdawały się pytać jej oczy.

https://www.youtube.com/watch?v=OEdQypmp...rt_radio=1

Usiądź tu ze mną
Chwyć mnie za rękę, przytul się
I śpiewaj w tę noc bezsenną
W melodię zamień każdą łzę

Patrz jak niebem się toczy
Przed nasze oczy
Wielki i Mały Wóz
Noc w czarnej zasłonie
Początek i koniec
Zamyka na klucz
Wszystko to co się stało
Bardzo bolało
Ale tak miało być
Jutro przez planet taniec
Złoty świt wstanie
Żeby w nas żyć

Dzień mgłami odchodzi, noc ciszą natchniona
Już ciemność stoi przy drzwiach
Czemu trzymasz klucze tak uparcie w dłoniach
A walizka pęka w szwach…

Usiądź tu ze mną
Chwyć mnie za rękę, przytul się
I śpiewaj w tę noc bezsenną
W melodię zamień każdą łzę

Drży serce miarowo, łkasz w moich ramionach
Już rzęsą toczy się łza
Czemu trzymasz klucze tak uparcie w dłoniach
A walizka pęka w szwach…

Usiądź tu ze mną
Chwyć mnie za rękę, przytul się
I śpiewaj w tę noc bezsenną
W melodię zamień każdą łzę

Patrz jak niebem się toczy...

To nasza melodia, z dwóch szeptów złożona
W Twych oczach wciąż mieszka strach
Czemu trzymasz klucze tak uparcie w dłoniach
A walizka pęka w szwach…

Usiądź tu ze mną
Chwyć mnie za rękę, przytul się
I śpiewaj w tę noc bezsenną
W melodię zamień każdą łzę

KONIEC OPOWIASTKI

Linki do tekstów piosenek znalazłem pod adresami:
https://www.tekstowo.pl/piosenki_artysty..._stwo.html
https://www.tekstowo.pl/piosenki_artysty...music.html
https://www.tekstowo.pl/piosenki_artysty...wania.html
https://www.tekstowo.pl/piosenki_artysty...jeden.html
https://www.tekstowo.pl/piosenka,budka_s...tasz_.html
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018
<0,006;2019-2025 oscylacje w zakresie 0,010-0,041.
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. 03.09.2016 - przeszczep wątroby w Klinice WUM przy Banacha.

Odpowiedz
Nastrojowo w Dniu Niepodległości

Adam Asnyk – Ulewa | Adam Asnyk na nowo

Na szczytach Tatr, na szczytach Tatr,
Na sinej ich krawędzi
Króluje w mgłach świszczący wiatr
I ciemne chmury pędzi.

Rozpostarł z mgły utkany płaszcz
I rosę z chmur wyciska –
A strugi wód z wilgotnych paszcz
Spływają na urwiska.

Na piętra gór, na ciemny bór
Zasłony spadły sine,
W deszczowych łzach granitów gmach
Rozpłynął się w równinę.

Nie widać nic – błękitów tło
I całe widnokręgi
Zasnute w cień, zalane mgłą,
Porznięte w deszczu pręgi.

I dzień, i noc, i nowy wschód
Przechodzą bez odmiany –
Dokoła szum rosnących wód –
Strop niebios ołowiany.

I siecze deszcz, i świszcze wiatr,
Głośniej się potok gniewa,
Na szczytach Tatr, w dolinach Tatr
Mrok szary i ulewa.
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018
<0,006;2019-2025 oscylacje w zakresie 0,010-0,041.
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. 03.09.2016 - przeszczep wątroby w Klinice WUM przy Banacha.

Odpowiedz
Wigilijna opowiastka


Wigilia 2015, Borowa k. Oleśnicy

Spotkanie przy wigilijnym stole miało słodko-gorzki charakter. Z jednej strony cieszyła obecność czwórki wnuków w wiekowym przedziale jeden-trzy, ale z drugiej na atmosferze spotkania cieniem kładła się diagnoza, o której wiedzieliśmy od kilku miesięcy: rak watrobowokomórkowy. Mój rak.

To już był pewnik. Operacja z maja 2015, gdy zamierzano wyciąć guz, ale zrezygnowano widząc opłakany stan marskiej wątroby, i badanie histopatologiczne, potwierdziły wcześniejsze przypuszczenia. Zamiast wycięcia guza dokonano jego termoablacji.
- Termoablacja daje taki sam efekt, jak wycięcie guza – zapewniał profesor ze Szpitala Wojskowego we Wrocławiu.

Miesiąc po operacji wierzyłem jego słowom, później już nie. Marker nowotworowy AFP zaczął rosnąć pięciokrotnie szybciej niż przed operacją. Przy stole wigilijnym wiedzieliśmy, że operacja się nie udała.

Wigilia 2015, gdzieś w Polsce

- Życzę wszystkim dobrego zdrowia – mówił gospodarz. – I oczywiście, żebyśmy za rok spotkali się w tym samym gronie.
- Nie, tato – odpowiedział syn. – Będzie nas więcej. Chcę wszystkim powiedzieć, że spodziewamy się dziecka. To dopiero trzeci miesiąc, więc po żonie jeszcze tego nie widać, ale tak – będzie nas więcej.

Lipiec 2016, gdzieś w Polsce

„Dotrzymaliśmy słowa” – mówił przez telefon szczęśliwy młody człowiek. „Masz tato wnuczkę”.

Lipiec 2016, Wrocław

Nie pojechaliśmy na wakacje. Jezioro Powidzkie i żagle w tym roku nie dla nas. Czekamy na telefon z Kliniki przy Banacha w Warszawie. Już dwa miesiące czekamy, ale rak nie czeka. Trzykrotna chemia, gdy przez tętnicę udową wprowadzono sondę do wątroby wstrzykując truciznę do głównej żyły przez którą żywił się rak i zaczopowano ją, spowolniła jego wzrost, ale go nie zatrzymała. Mamy tego świadomość. Wiemy, jak paskudnym przeciwnikiem jest rak wątroby. Wiemy, że taka diagnoza, to praktycznie wyrok i nie rozmawiamy o tym. W ogóle mało rozmawiamy, bo i o czym? Nic nas nie cieszy. Może na krótko zabawne historie związane z wnukami, ale po nich sytuacja wraca do przygnębiającej normy.

2 września 2016, gdzieś w Polsce

- Policja? Czego oni chcą?

2 września 2016, Wrocław, godz. 23.10

Telefon budzi mnie ze snu,
„Dobry wieczór. Tu Klinika przy Banacha. Czy może pan przyjechać do nas o piątej, szóstej z rana?”

Wigilia 2025, gdzieś w Polsce

Przy wigilijnym stole dwa puste krzesła - jedno dla niespodziewanego gościa. Tak jest od 2016 roku.

Wigilia 2025, Borowa k. Oleśnicy

To będzie moja jubileuszowa, już dziesiąta, Wigilia w nowym życiu, jakie dali mi lekarze z Banacha. Gdyby nie Oni, dla mnie Wigilia z 2015 roku byłaby ostatnią. Spotkamy się z nastoletnimi już wnukami, przełamiemy się opłatkiem. Z optymizmem pomyślimy o nadchodzącym Nowym Roku. Ja jednak ciągle będę myślał o rodzinie mieszkającej gdzieś w Polsce. O tym, że w tym dramatycznym dla niej czasie, gdy zawalił się budowany przez lata świat, gdy w jednej chwili prysły, jak mydlana bańka, plany i marzenia, podjęła tę trudną decyzję, która uratowała mi życie.
Jednak najbliższa tej rodzinie osoba nie odeszła całkiem w 2016 roku. Ona będzie ze mną, z nami, przy wigilijnym stole. A moje myśli będą z tą rodziną mieszkającą gdzieś w Polsce. Tak jest w każdą Wigilię, tak jest przez wiele zwykłych dni każdego roku.

Spokojnych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku

Edward

PS.
Opis rodziny „gdzieś w Polsce”, to fikcja. Może było tak, jak napisałem, może podobnie, a może zupełnie inaczej. Lekarze mogli jedynie powiedzieć o płci i wieku dawcy, ale nie prosiłem o te informacje.
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018
<0,006;2019-2025 oscylacje w zakresie 0,010-0,041.
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. 03.09.2016 - przeszczep wątroby w Klinice WUM przy Banacha.

Odpowiedz
Moi Drodzy,

licznik odwiedzin mojego wątku przekroczył właśnie okrągłą liczbę. Pięknie Wam za to dziękuję.

Dziękując zastanawiam się, dlaczego czytacie moje teksty, które wprawdzie kiedyś były związane z tematyką forum, ale od dawna ten związek jest tak luźny, że właściwie nie istnieje.
Czy szukacie chwili wytchnienia od problemów, które skierowały Was na to forum? A może szukacie nadziei dla siebie widząc, że facet, któremu los przedzielił dwa nowotwory jednak żyje i ma się w miarę dobrze? Jakby nie było jeszcze raz bardzo Wam dziękuję.

Dla wielu z Was, może nawet dla większości, nie jestem osobą anonimową. Wiecie, że piszę powieści poruszające trudne relacje polsko-ukraińskie, ale też losy zwykłych ludzi - Polaków, Ukraińców, Łemków, Kaszubów, w których spokojne życie brutalnie wkroczyła wojna. Piszę korzystając z materiałów źródłowych, więc w mojej beletrystyce więcej jest historycznej prawdy niż literackiej fikcji.

Chociaż mój wiek zdecydowanie lepiej oddaje zapis 80- niż 70+, to nadal próbuję pisać. Tym razem akcja powieści będzie się toczyć na Dolnym Śląsku, a konkretnie w Obornikach Śląskich i okolicy, w latach 1918-1946. Tak, na niemieckim Dolnym Śląsku i we wsi Obernigk, odległej od Wrocławia (Breslau) o 30 km. Bogaty materiał źródłowy, to wspomnienia niemieckiego właściciela dóbr wsi Oborniki i jego córki oraz pamiętnik ich krewnej,. z lat 1945-1946.

Ciężko mi się pisze – rozpraszają mnie liczne obowiązki. Gdzieś z tyłu głowy siedzą też wątpliwości, czy znajdzie się wydawca, a jeśli się znajdzie, to jak powieść (planuję dwa tomy) zostanie przyjęta przez czytelników. Wszak będzie to powieść o Niemcach, a ta nacja w znacznej części naszego społeczeństwa budzi negatywne emocje.
===
Niemcy, Bawaria, współczesność.
Emilia, młoda dziennikarka Süddeutsche  Zeitung ma wreszcie kilka godzin dla siebie.

***
Małżeństwo Emilii nie przetrwało próby czasu i w dwa tysiące dwudziestym roku dziennikarka rozstała się z mężem. Dla jedenastoletniego syna i dziewięcioletniej córki rozwód rodziców był tak traumatycznym przeżyciem, że musieli skorzystać z pomocy psychologa.

Emilii nie układało się też w pracy. W Süddeutsche  Zeitung zatrudniła się w dwa tysiące ósmym roku i od razu dostała pracę w prestiżowym dziale Polityki zagranicznej. Jej znajomość języka angielskiego i francuskiego, a później także polskiego sprawiła, że jako reporterka gazety, zaczęła towarzyszyć państwowym delegacjom zagranicznym. Jej rzeczowe reportaże cieszyły się dużą popularnością i powiększały grono czytelników i subskrybentów gazety. Niestety dwa miesiące temu przygoda Emilii z działem Polityki zagranicznej dobiegła końca. Sprawiła to publikacja artykułu, w którym gazeta przypomniała o tak zwanej „broszurze oświęcimskiej” autorstwa Hansa Waiangera, bawarskiego ministra gospodarki. Gazecie zarzucono publikację artykułu tuż przed wyborami, co miało pogrążyć prawicowego ministra oraz nierzetelne dziennikarstwo oparte na niepewnych źródłach informacji. Podnoszono też fakt, że Waianger napisał tę broszurę, jako nieletni uczeń szkoły średniej.
Waianger oskarżył Süddeutsche  Zeitung o deskredytowanie go w oczach wyborców, ale w obronie gazety stanęło Niemieckie Stowarzyszenie Dziennikarzy i sprawa wkrótce przycichła.
Po tym zdarzeniu szeptano w redakcji, że artykuł powstał z inspiracji Emilii, dziennikarki o lewicowych poglądach i chociaż nie wyciągnięto wobec niej żadnych konsekwencji służbowych, to ona sama zdecydowała się przejść do działu Monachium i region. W nowym dziale jej mniej ambitna praca koncentrowała się wokół problemów lokalnej społeczności, ale wcale nie dawała więcej wolnego czasu. Dzisiejszego popołudnia było jednak inaczej. Jakub był na treningu koszykówki, a Corina na urodzinach szkolnej koleżanki.

Emilia wstawiła pranie pościeli. Czy zostawić kołdry i poduszki bez poszewek aż pranie wyschnie? – zastanawiała się. Gdy doszła do wniosku, że jednak nie, otworzyła szafę.
Na jej dnie było kilka zmian pościeli. Równo złożone poszewki i prześcieradła stanowiły całkiem wysoki stos, a pod nim … „Jak mogłam tego nie zauważyć przez tyle lat?” – myśl niczym błyskawica przemknęła przez głowę Emilii.
Pod stosem pościeli znajdował się album, który Emilia otrzymała od babci Giseli siedem lat wcześniej. „U babci był pod pościelą i u mnie też. Dlaczego?” – zastanawiała się i doszła do wniosku, że z powodu dużych rozmiarów, nie pozwalających umieścić go na półce wśród książek. Ostrożnie wysunęła album spod stosu pościeli.

Gdy położyła go na stole z jego naturalnego schowka, jakim była nisza między okładką albumu i grubym papierem, w jaki był oprawiony, wysunęła się cienka szara koperta. Emilia cofnęła się pamięcią do ostatniej rozmowy z babcią, podczas której przeglądała album, ale nie mogła sobie przypomnieć, czy tę kopertę wtedy widziała. Koperta była zaklejona i Emilia użyła nożyka, aby ją otworzyć. Wkrótce trzymała w rękach fotografię i niezaklejoną mniejszą kopertę koloru niebieskiego.
Fotografia przedstawiała dziadka Paula, babcię Giselę i dwoje małych dzieci. Z rysów twarzy dziewczynki Emilia rozpoznała ciocię Emmę, a mały chłopczyk, trzymany na rękach przez babcię, musiał być wujkiem Alexandrem. Rehau 1953. Szczęśliwa rodzina w komplecie – przeczytała Emilia na odwrocie zdjęcia i od razu spochmurniała.  Jak to w komplecie? A mama? Przecież w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym trzecim miała siedem lat. Jest najstarszą z rodzeństwa. Dlaczego nie ma jej na zdjęciu?

W niebieskiej kopercie był list w języku polskim do kobiety o imieniu Marlene. Oprócz listu była też mniejsza, wręcz miniaturowa, koperta. Emilia wyczuła w niej jakiś twardy płaski przedmiot. – Moneta? – zastanawiała się. „Dziwne” – pomyślała, gdy okazało się, że to nie moneta, ale medalik, bez łańcuszka, przedstawiający Madonnę z Dzieciątkiem. Emilia sięgnęła po list.

"Kochana pani Marlene
Jestem bardzo chora i lekarze mówią, że niedługo umrę. Przed śmiercią chcę powiedzieć, że jest pani dobrym człowiekiem. Przepraszam, że nie mogłam oddać brulionów i skórzanej teczki, jakie dostałam od pani męża, ale z Wildstein zabrali nas w środku nocy i wywieźli do Polski. Do Obornik nie mam daleko i rok temu tam byłam. Pałac pana Helmuta i jego folwark, to teraz jedna wielka ruina, aż żal patrzeć, a tak było tam ładnie przed wojną. Wszystko, co zapisałam o pani rodzinie przekazuję Gertrudzie. Niech Bóg ma panią w swojej opiece.
Maria Kustomska"

Zbyt silne emocje targały Emilią, by mogła od razu powrócić do zmieniania pościeli.
- Cześć mamo – mówiła po chwili do telefonu. – Czy Marlene, to imię mamy babci Giseli?
- Tak. – W głosie Ester słychać było zdziwienie. – Dlaczego pytasz?
- A Maria Kustomska? Znasz taką?
- Nie. – Zdziwienie Ester zmieniło się w zdenerwowanie. – Skąd masz to nazwisko?
- Znalazłam list Marii Kustomskiej do Marlene.
- Po co grzebiesz w przeszłości? – Ester zaklęła. - Lepiej przyłóż się do wychowania dzieci – powiedziała i zakończyła rozmowę.

***
Emilia wiedziała, że jej matka ukrywa jakąś rodzinną tajemnicę. Przypomniała sobie ostatnią rozmowę z babcią Giselą i jej słowa, że nie trzeba więzów krwi, żeby być dobrym człowiekiem. Gisela powiedziała to w kontekście opieki, jakiej doświadczała ze strony Ester. Babcia powiedziała też, że Ester celowo zniszczyła jej wspomnienia, chociaż obejmowały one jedynie okres pobytu w Obernigk.
"Czyli co?" – zastanawiała się Emilia. "Gdyby obejmowały też okres powojenny, to Ester miała powody, aby je zniszczyć?" Co takiego wydarzyło się wtedy, co chciała ukryć przed nią matka? No i ten brak Ester na zdjęciu. Jedynym rozsądnym wytłumaczeniem wydaje się być adopcja Ester przez Giselę i Paula po tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym trzecim roku. Jeśli tak było, to Ester nie jest biologiczną siostrą cioci Emmy i wujka Aleksandra. Emilia postanawia to sprawdzić.
– Kurt – powiedziała głośno. – On może mi pomóc.

***
W dziale Panorama gazety Süddeutsche Zeitung powstawały raporty na temat wydarzeń społecznych, trendów politycznych i różnych ciekawostek. Kurt nie wiedział, dlaczego jedynie takie informacje o jego dziale można znaleźć w Internecie, bo on sam specjalizował się w sprawach kryminalnych. Kurt konstatował czasem z satysfakcją, że tematyka, którą on się zajmuje, jest ważniejsza od innych, a to prowadziło go do wniosku, że on sam też jest właśnie taki – ważniejszy od koleżanek i kolegów. Swoimi przemyśleniami nie dzielił się jednak z otoczeniem. Zachowywał je dla siebie, dlatego cieszył się opinią dobrego i uczynnego kolegi.

Kurt, mimo trzydziestu pięciu lat, nie miał rodziny. - Żona? Dzieci? To nie dla mnie – odpowiadał, gdy pytano go, kiedy wreszcie się ustatkuje. Ta filozofia życiowa nie przeszkadzała mu jednak w adorowaniu redakcyjnych koleżanek i to niezależnie od ich stanu cywilnego. Jedną z nich była Emilia. Kurt nagabywał ją, kiedy była mężatką i nie przestał po jej rozwodzie. Emilia tolerowała jego umizgi, ale gdy stały się zbyt uciążliwe postanowiła je przerwać. Już jako rozwódka dała się zaprosić na kolację do jednej z monachijskich restauracji.

- Tak sobie pomyślałam, – mówiła upijając łyk wina – że moglibyśmy się pobrać. – Ja jestem wolnym człowiekiem, ty też. Co o tym myślisz? Dzieci mielibyśmy już odchowane, ale gdybyś chciał mieć swoje, to jeszcze mogłabym urodzić.
Blef Emilii Kurt potraktował poważnie i atmosfera przy stoliku stała się niezręczna.
- Wiem, to trudna decyzja. – Emilia nie odpuszczała. – Dajmy sobie trochę czasu i wrócimy do rozmowy. Teraz muszę już iść, bo dzieci czekają.
Ostatnie zdanie wypowiedziane przez Emilię Kurt przyjął z uczuciem ogromnej ulgi.
- Dobrze się składa, bo ja też muszę już iść – powiedział niepewnym głosem.

- Czemu zawdzięczam wizytę mojej niespełnionej miłości? – Twarz Kurta wyrażała zdziwienie, ale i radość.
- Chcę wrócić do przerwanej rozmowy. – Emilia zachowała pokerowy wyraz twarzy.
- Jakiej rozmowy? – Czoło Kurta pokryły zmarszczki.
- Ostatniej. Nie pamiętasz? Tej z restauracji.
- A, to o to chodzi. – Kurt zgasł w jednej chwili.
- Żartowałam. – Emilia uśmiechnęła się. – Ale mam do ciebie prośbę.
- Jaką?
- Potrzebuję zbadać DNA trzech osób.
- Niech zgadnę. – Kurt, uwolniony od lęku o ożenek, wyraźnie się ożywił. – Jesteś w ciąży, ale nie wiesz, któremu z panów ją zawdzięczasz.
- Kurt … - Emilia spojrzała w oczy niedawnego stalkera.
- Żartowałem. Mów o co chodzi.
- Już powiedziałam. O zbadanie genomu trzech osób. Przeglądałam Internet i wiem, że takie badania musiałabym zapłacić co najmniej tysiąc euro. Nie mam takich pieniędzy.
- Jeśli nie masz pieniędzy, jeśli brakuje ci na życie, to chętnie pożyczę.
- Źle to powiedziałam. – Emilia pokręciła głową. - Mam, ale nie mogę ich wydać na te badania. Wiesz, sama wychowuję dwoje nastolatków. Nie znasz kogoś, kto zrobiłby to nieoficjalnie? Powiedzmy za ładny uśmiech.
- Nieoficjalnie? – Kurt zamyślił się. – Za ładny uśmiech? Wiesz, że to może się udać? Zadzwonię do Hansa.

Tutaj kilka pominiętych rozdziałów ()

Zgodnie z prośbą Hans otrzymywał próbki sukcesywnie, a po dwóch miesiącach od pierwszego kontaktu z Emilią miał już komplet wyników. Umówili się w jednej z kawiarni w centrum Monachium.
- Udało się? – Emilia upiła łyk kawy. – Nie miałeś problemów?
- Wszystko w porządku. – Hans kiwnął głową i zamilkł. Emilia zauważyła, że nie był tym samym człowiekiem, którego wcześniej poznała.
- Coś jest nie tak? – zapytała marszcząc czoło.
- To zależy. – Hans chwilę się zastanawiał, jakby dobierał słowa do tego, co zamierza powiedzieć. - Widzisz, badania genetyczne dają dużo informacji i nie zawsze są one takie, jakie byśmy chcieli poznać.
- Możesz jaśniej? – W głosie Emilii pobrzmiewał niepokój. – Co jest nie tak? Spodziewam się, że ciotka Emma i wujek Alexander nie są biologicznym rodzeństwem mojej matki. Czy to się potwierdziło?
- Tak, tak. – Hans kiwnął głową. - Ich genomy są zupełnie różne. No, może niezupełnie różne – dodał po chwili.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
- Przyniosłaś drzewo genealogiczne, o które prosiłem?
- Mam je. – Emilia sięgnęła do plastikowej reklamówki. – To duża płachta papieru. Złożyłam ją na czworo. Musimy zrobić miejsce na stoliku.
- Całe drzewo nie będzie potrzebne. Chodzi o gałąź twojej babci.
- Giseli?
- Może, jeśli tak miała na imię. Chodzi o biologiczną matkę Emmy i Alexandra.
- Mam to rozrysowane. – Emilia przeglądała robocze kartki formatu a-cztery i jedną z nich położyła przed Hansem. – To gałąź babci Giseli.
Hans przez chwilę przyglądał się odręcznie narysowanym prostokątom z informacjami o członkach rodziny Emilii, a w końcu dotknął palcem tego z nazwiskiem Helmut von Bursche.
- W genomie twojej matki jest fragment, za który on jest odpowiedzialny – powiedział pewnym głosem.
- Czyli co? – Emilia nie potrafiła, a może i nie chciała, ukryć zaskoczenia. – Co to znaczy?
- Zgadnij. – Na twarzy Hansa pojawił się delikatny uśmiech.
- Niemożliwe. – Zaskoczenie nie znikało z twarzy dziennikarki.
- Możliwe, a nawet pewne. – Hans nagle spoważniał. – Mówiłem, że badanie DNA dostarcza wiadomości, które mogą dużo powiedzieć o rodzinnych relacjach i to się w tym przypadku potwierdziło.
- Masz rację. – Emilia kiwała głową. - Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Skąd się wziął ślad Helmuta von Bursche w genomie mojej matki? Przecież wiekowo dzieliło ich całe pokolenie.
- To nie ma znaczenia, droga Emilio. – Hans kręcił głową. – Dzieliły ich dwa pokolenia. Dla twojej matki Helmut von Bursche nie był z pokolenia rodziców, ale dziadków.
- Skołowałeś mnie zupełnie. Nic z tego nie rozumiem.
- Sama tego chciałaś.
- Tak, ale …
- Ale to nie koniec dziwnych informacji. – Hans wszedł w słowo Emilii. – Jeśli Gisela była córką Helmuta von Bursche, to fragment jego genomu powinien być w genomach jej dzieci, a jego wnuków, czyli Emmy i Alexandra.
- Chcesz powiedzieć, że go nie ma?
- Tak, to właśnie chcę powiedzieć.
==================
Z taką wiedzą Emilia przyjeżdża do Polski w poszukiwaniu swoich korzeni.
Trzymajcie kciuki za moją samodyscyplinę w pisaniu.
Edward

PS
Jeśli administratorzy forum będą w stanie zidentyfikować jubileuszowego Gościa mojego wątku, to będę miał dla Niego upominek..
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018
<0,006;2019-2025 oscylacje w zakresie 0,010-0,041.
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. 03.09.2016 - przeszczep wątroby w Klinice WUM przy Banacha.

Odpowiedz
Gdzie kupić opatrunki specjalistyczne - apteka czy są jakieś sklepy medyczne z lepszym wyborem?
Odpowiedz
W zwykłych aptekach wybór specjalistycznych opatrunków bywa ograniczony do podstawowych typów. Sklepy medyczne mają szerszy asortyment różnych producentów i rozmiarów. Online często jest taniej niż w stacjonarnych aptekach szczególnie przy większych zamówieniach. Sprawdź czy potrzebujesz konkretnej marki zalecanej przez lekarza czy dowolny opatrunek danego typu. Przy przewlekłych ranach warto kupić od razu większą ilość bo wychodzi taniej. Upewnij się że zamawiasz właściwy rozmiar do swojej rany. Terminy ważności są długie ale sprawdź przy zakupie żeby nie dostać czegoś co zaraz wygaśnie. Część opatrunków można dostać na receptę z NFZ jeśli lekarz to zaleci.

(Usunięto ogłoszenie reklamowe).
Odpowiedz
Drodzy Fikasie i Wiktresie,

chyba przypadkowo trafiliście do mojego wątku, ale witam Was serdecznie.

Fikasie,
otrzymałeś już szczegółową odpowiedź na swoje pytanie. Ja ze swojej strony polecam Ci Allegro. Na pewno znajdziesz tam szczegółowe opisy interesujących Cię opatrunków, a i wybór prawdopodobnie będziesz miał szeroki. Zaletą kupowania na Allegro są wyraźnie niższe ceny niż w sklepach, w tym przypadku medycznych, a czas dostawy potrafi się ograniczyć nawet do jednej doby. Sprawdź tę opcję.

Pozdrawiam Was obu (obie?, oboje?) serdecznie
Edward
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018
<0,006;2019-2025 oscylacje w zakresie 0,010-0,041.
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. 03.09.2016 - przeszczep wątroby w Klinice WUM przy Banacha.

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 6 gości