Mój mąż po biopsji
#41
(06.08.2021, 19:16:38)Rednaomii napisał(a): Mi się wydaje, po przeczytaniu tylu opinii i kontakcie dziś Panem Doktorem, że Bydgoszcz byłby dla nas najlepsza. Przeraża nas tylko ta odległość. Tu nie chodzi o te 320 km, jeśli by to miało być parę razy. Gorzej jeśli coś się skomplikuje i trzeba będzie częściej korzystać z tamtych specjalistów. Nie wiemy jak wygląda dalszy ciąg leczenia, czy damy sobie radę z tym wszystkim na obcym gruncie.


Beata, to nie jest tak, że po operacji w danym ośrodku już jesteście na zawsze tam przypisani, i tylko tam macie się leczyć.
Oczywiście, możecie. Ale nie musicie. Wybór należy do was.

Sytuacja pacjenta zamiejscowego wygląda następująco:

1. Po operacji trzeba wrócić do domu, co nie jest łatwe, gdy mieszka się daleko.
Ale  - pacjenci "miejscowi" też zwykle nie mieszkają vis a vis szpitala i podróż trochę trwa.
Z Bydgoszczy do  Wrocławia  nie ma znowu tak wiele kilometrów, jest autostrada, da się znieść.

2. Po kilku dniach trzeba wyjąć szwy.
To jest zadanie dla chirurga w miejscu zamieszkania.

Gdyby - odpukać - w tym pooperacyjnym czasie wystąpiły jakieś problemy urologiczne, typu zatrzymanie moczu, kłopoty z raną, infekcja, etc., należy skorzystać z pomocy miejscowego urologa lub SOR.
(Bo pomoc musi być szybka).

3. Po 3 - 4 tygodniach trzeba pojechać do szpitala, gdzie była operacja  po wynik histopatologii i spotkanie z operatorem.

Dalsze postępowanie zależy od wyniku tej histopatologii i przede wszystkim od poziomu pooperacyjnego PSA.

1. Jeśli wszystko jest OK, PSA po 6 tygodniach nieoznaczalne, przechodzicie pod opiekę swego urologa we Wrocławiu. Zjawiacie się u niego na badania PSA  w wyznaczonym czasie, stosujecie się do zaleceń.
Najlepiej, by był to urolog w waszym Centrum Onkologii.

U doktora Siekiery pokazujecie się, gdy odczuwacie taką potrzebę, niezależnie od korzystania ze służby zdrowia we Wrocławiu.

2. Jeśli  - odpukać, odpukać  - coś pójdzie nie tak, i potrzebne będzie dalsze leczenie, trzeba będzie skorzystać z konsultacji doktora Siekiery.
Wtedy  - gdyby była potrzebna radioterapia, leczycie się w pobliskich Gliwicach. Tylko w Gliwicach.
Gdyby była potrzebna kolejna interwencja chirurgiczna  - tylko u doktora Siekiery.

Liczymy na to, że rady z punktu 2 nigdy nie będą wam potrzebne.


PS. Napisane na podstawie doświadczenia mego męża (limfadenektomia "otwarta" u doktora Siekiery), oraz forumowicza ze Szczecina, który prostatektomię miał w Bydgoszczy a dalsze leczenie (radioterapia, hormonoterapia) u siebie w Szczecinie.
Odpowiedz
#42
Witam po przerwie. 24 sierpnia byliśmy w Bydgoszczy u dr S. Już postanowione. Termin operacji 7 października. Metodą otwartą. Zresztą już po pierwszej wizycie decyzja była podjęta. Teraz przed nami badania, które wypisał dr: krew, ekg, scyntygrafia a na koniec rozmowa z anestezjologiem. Weszliśmy w kolejny etap choroby, już to wszystko stało się bardzo realne. Niedługo operacja, strach, niepewność. Staramy się żyć normalnie, mój mąż ma nastawienie do całej sytuacji bardzo dobre, ja niestety jestem spanikowana, ale też staram się zachować spokój. Mam nadzieje że wszystko będzie dobrze.
Odpowiedz
#43
Teraz powinno już być spokojniej, bo decyzja podjęta,  kierunek i cel wybrany, wiadomo, co trzeba zrobić, jakie badania zaliczyć,  czego się spodziewać.
Jak to mawia Armands  - spodziewać się trzeba najlepszego.
A mój mąż powtarza  - dopóki nie ma dowodów, że jest źle, przyjmujemy, że będzie dobrze.
Oby!!!

PS. Hej, a może przyjedziecie na spotkanie? Trochę wiadomości od pacjentów doktora - będzie ich trzech - zawsze się przyda.
Odpowiedz
#44
Witam po krótkiej przerwie, ale tyle się zajęć nazbierało, że ciężko to wszystko ogarnąć. Operacja zbliża się wielkimi krokami, a ja zaczynam panikować. I nie bez powodu. 30 września jedziemy do Bydgoszczy na scyntygrafię, badania krwi, rtg, ekg no i na wizytę u anestezjologa kwalifikującą na zabieg. Szczęśliwie udało mi się poumawiać wszystko jednego dnia, więc nie trzeba będzie zostawać w hotelu. No i tu zaczynają się schody. Jak już wcześniej wspominałam, mój mąż choruje od 2016 roku na WZJG. Co prawda przez te 5 lat miał tylko dwa zaostrzenia, ale oczywiście teraz jest kolejne. Masakra. Jak by mało było tych badań ,,prostatowych’’ to jeszcze musimy zrobić 24 września kolonoskopię. Boję się, że nie pozwoli to na operację . 7 października mąż ma zgłosić się do szpitala. To musiałby być cud, żeby mu to do tego czasu przeszło. Byliśmy u gastrologa, powiedział że po kolonoskopii zobaczy jak będzie można pomóc, ale wiem że sporo czasu musi upłynąć żeby wszystko doszło do normy. Pech. Trudno to inaczej określić. Dzisiaj byliśmy u lekarza pierwszego kontaktu po wszelkie skierowania, osłuchała go 
i stwierdziła szmery w prawym płucu, dała skierowanie na rtg więc już go zrobiliśmy. Może będą honorować go Bydgoszczy, to jedne badanie będzie tam mniej. Tak teraz czekamy jeszcze na wynik prześwietlenia. Będzie jutro. Naprawdę można zwariować. Martwię się bardzo. Klapa na całej linii.
Odpowiedz
#45
Trzymaj się, Beatko. Wierzę, że do terminu operacji mąż wydobrzeje na tyle, żeby zabieg mógł się odbyć bez przeszkód. Robicie badania nie po to, żeby zdyskwalifikować RP 7.10, tylko, żeby można było pomóc mężowi okiełznać chorobę i coś zaradzić. Myśl w ten sposób.
Trzymam kciuki.
Odpowiedz
#46
(17.09.2021, 00:10:55)Rednaomii napisał(a): Witam po krótkiej przerwie, ale tyle się zajęć nazbierało, że ciężko to wszystko ogarnąć. Operacja zbliża się wielkimi krokami, a ja zaczynam panikować. I nie bez powodu. 30 września jedziemy do Bydgoszczy na scyntygrafię, badania krwi, rtg, ekg no i na wizytę u anestezjologa kwalifikującą na zabieg. Szczęśliwie udało mi się poumawiać wszystko jednego dnia, więc nie trzeba będzie zostawać w hotelu. No i tu zaczynają się schody. Jak już wcześniej wspominałam, mój mąż choruje od 2016 roku na WZJG. Co prawda przez te 5 lat miał tylko dwa zaostrzenia, ale oczywiście teraz jest kolejne. Masakra. Jak by mało było tych badań ,,prostatowych’’ to jeszcze musimy zrobić 24 września kolonoskopię. Boję się, że nie pozwoli to na operację . 7 października mąż ma zgłosić się do szpitala. To musiałby być cud, żeby mu to do tego czasu przeszło. Byliśmy u gastrologa, powiedział że po kolonoskopii zobaczy jak będzie można pomóc, ale wiem że sporo czasu musi upłynąć żeby wszystko doszło do normy. Pech. Trudno to inaczej określić. Dzisiaj byliśmy u lekarza pierwszego kontaktu po wszelkie skierowania, osłuchała go 
i stwierdziła szmery w prawym płucu, dała skierowanie na rtg więc już go zrobiliśmy. Może będą honorować go Bydgoszczy, to jedne badanie będzie tam mniej. Tak teraz czekamy jeszcze na wynik prześwietlenia. Będzie jutro. Naprawdę można zwariować. Martwię się bardzo. Klapa na całej linii.

To raczej nie pech.... Ogrom napięcia, stresu i po prostu strachu spowodował uaktywnienie wzjg.... Mam staż w tym temacie 25 letni.... To wszystko co teraz przechodzicie powoduje uaktywnienie stanu chorobowego. Napiszę Ci wiadomość prywatną....
Pozdrawiam.
p.
Ur.1960
PSA wyjściowe 09.2010 - 11,097 ng/ml
Prostatektomia Radykalna /klasyczna/, Obustronna Limfadenektomia Miednicza  
Wynik po RP   - GL. (2 + 4) pT2cN1
Korekta 2013  - GL. (4 + 3) pT3aN1, resekcja R1
PSA - 06.2011 /8 tyg. po RP/ - 0,02
Od 08.2013 - Bicalutamide 50 mg 
Od 04.2020 - Bicalutamide 100 mg
Od 04.2021 - Bicalutamide 150 mg
PSA - 08.2021 - 0,902
Odpowiedz
#47
Dziękuje Latarnik za odpowiedź. Tak myślę właśnie że to za dużo stresu, chociaż mój mąż ,,na oko’’ nie przejmuje się całą tą sytuacją. Pewnie w środku jest cały wystraszony, ale nie pokazuje tego. Dlatego nasiliły się objawy wzjg. Każdy gastrolog na wizycie mówił że najważniejszy jest spokój, żeby się nie denerwować, ale jak to zrobić teraz, w tej sytuacji?

Dzięki Marta za słowa otuchy, już go ustawili lekami. To jakiś totalny niefart. Najgorsze jest to, że jest strasznie mało czasu, tylko 3 tyg. To byłby cud jakby się wszystko informowało…
Odpowiedz
#48
Rednaomii, z tych badań, które wymieniłaś, tylko scyntygrafia jest kłopotliwa, bo trwa to wszystko 2 - 3 godziny;
po podaniu znacznika pacjent przebywa w specjalnej poczekalni, a potem przez ok. 2 dni nie powinien kontaktować się z dziećmi ani kobietami w ciąży, najlepiej z nikim młodym.
Ale o tym przeczyta w ulotce, którą otrzyma przed badaniem.

Przy tym poziomie PSA scyntygrafia niczego nie pokaże, ale robi się ją standardowo, dla przyszłych porównań (w razie czego, odpukać).

Choroba jelit oznacza stan zapalny w organizmie, w pobliżu prostaty, wpływa też na poziom PSA  - stąd wahania poziomu markera.

Trudno mi powiedzieć, czy zaostrzenie WZJG wpłynąć może na termin operacji.
Pacjenci z nowotworem rzadko są idealnie zdrowi, choćby z powodu wieku.
Tylko jakieś drastyczne przeciwwskazania mogą być powodem zmiany terminu, np. covid.


W ankiecie anestezjologicznej lekarz spyta o wszystko, co może wpłynąć na przebieg operacji i stan po operacji.
Ta ankieta jest po to, by anestezjolog dobrał odpowiednie znieczulenie, by czuwał nad przebiegiem operacji, by przewidział, co może się stać po operacji.

Skoro się już dokonało wyboru, pozostaje nam zaufać lekarzowi i być dobrej myśli.

Dawaj znać, jakie są wyniki tych najbliższych badań.
Odpowiedz
#49
Dzień dobry. Odebraliśmy wyniki badań. Tych podstawowych, które zlecił lekarz tu, ze względu na zaostrzenie wzjg. Rtg bez zmian. Mocz ok, lipidogram ok, jonogram ok, biochemia ok, PSA 3,503(!!!?), morfologia ok poza hemoglobiną - 13,3 norma 14-18. Myślę że to od zaostrzenia wzjg, bo zawsze tak miał. No i podwyższone CRP 10,4 norma < 5. Uff, może nie będzie tak źle.
Odpowiedz
#50
Czy mąż bierze jakieś leki? Na przykład obniżające stan zapalny?
Odpowiedz
#51
Dobry wieczór. Pytałaś się Dunolka jakie leki bierze mój mąż. Otóż w tej chwili bierze Pentasę 4000 mg na dobę. Jest to max dawka tego leku jaki można wziąć. To jest właśnie lek przeciwzapalny działający konkretnie w jelicie. On ją bierze już od początku choroby, tylko w reemisji brał 1000 mg na dobę i to wystarczało. Dawkę miał zwiększoną do tych 4000 mg już ze 2 miesiące temu, bo już się coś zaczynało dziać. Lekarz mu kazał brać tę dawkę do momentu poprawy i stopniowo zmniejszać do dawki wyjściowej. I wtedy w miarę to szybko poszło. Teraz znowu go siekło i to już totalnie. Tak więc łyka te tabletki no i dieta. Chociaż na ostatniej wizycie u lekarza dowiedzieliśmy się, że nowe badania kliniczne wskazują na to iż dieta nie ma wpływu na te zaostrzenia. Różni lekarze, różne wersje. Nasz poprzedni lekarz, który prowadził nas od początku choroby niestety nie pracuje już, a nowy na zupełnie inne podejście do tej choroby. Zobaczymy, może będzie wszystko dobrze.

Tak wracając do tych wyników, które dzisiaj robiliśmy, to zdziwiona jestem niskim PSA. Oczywiście w stosunku do tego sprzed biopsji ( ponad 7 ). Miesiąc temu też robił mąż PSA i było 2,907.Nawet nie pisałam o tym tu na forum, bo myślałam że pomylili się w laboratorium. Ale teraz też jest stosunkowo niskie. Czy to jest normalne że tak spadło PSA? Ja myślałam, że po biopsji, jak wszystko to naruszą to będzie wyższe niż było. Dosyć złudne jest to badanie i wydaje mi się że bardzo może uśpić czujność.
Odpowiedz
#52
(18.09.2021, 00:25:41)Rednaomii napisał(a): Czy to jest normalne że tak spadło PSA? Ja myślałam, że po biopsji, jak wszystko to naruszą to będzie wyższe niż było. Dosyć złudne jest to badanie i wydaje mi się że bardzo może uśpić czujność.

Ano faktycznie, to badanie jest złudne.
"Odkrywca" PSA ponoć sobie nigdy PSA nie zbadał.

Dla nas, laików, wysokie PSA oznacza nowotwór, poza tym im  wyższe PSA, tym więcej nowotworu.
Tymczasem sprawa jest bardziej skomplikowana.

Poziom PSA to nie jest funkcja jednej zmiennej, ale wielu zmiennych.

Czyli na poziom PSA wpływa nie tylko istnienie oraz "ilość" nowotworu,
ale też łagodny przerost prostaty,
bakteryjne zapalenie prostaty,
niebakteryjne zapalenie prostaty,
inne stany zapalne w okolicy prostaty,
oraz "osobnicze" cechy danego nowotworu.

Pytałam o leki przeciwzapalne, gdyż twój mąż mógł mieć stan zapalny prostaty, i po tych lekach mógł on się zmniejszyć, co skutkuje spadkiem PSA.

Nowotwór, jeśli jest, to tylko rośnie, gdyż na tym polega jego złośliwość. Wtedy PSA zawsze rośnie.
Jeśli jest to typ w miarę "przyzwoity", rośnie powoli.
Dlatego wielu pacjentom z niewielkim nowotworem, w dodatku wolno rosnącym, radzi się tak zwaną baczną obserwację, czyli wstrzymanie się z radykalnym leczeniem. Wtedy niezbędna jest systematyczna kontrola stanu prostaty, by w razie czego wkroczyć z radykalną terapią.

Wielu urologów uważa, że  taki "przyzwoity" rak prostaty jest powszechną chorobą starszych mężczyzn i większości nigdy nie zaszkodzi, umrą na co innego.

Czy zatem mamy  takim pacjentom, jak twój mąż, z niewielki nowotworem, o niskiej złośliwość (3+3), z niewysokim PSA,  doradzać nicnierobienie? Rezygnację z operacji?

Niekoniecznie.
Po pierwsze, nie każdy ma nerwy mocne na tyle , by zachować spokój, gdy ma się świadomość, że coś tam w środku rośnie.
A po drugie, opinia, że "większość pacjentów z rakiem prostaty umrze na coś innego"  była prawdziwa wtedy, gdy mężczyźni wcześnie i masowo umierali na zawały, udary i inne proste męskie przypadłości.
Teraz mężczyźni statystycznie żyją dłużej, więc niech lepiej nie hodują w sobie niczego, co może im zaszkodzić, choćby w przyszłości bardzo dalekiej.
Odpowiedz
#53
Witam. Zgadzam się z Tobą Dunolka całkowicie. Zaskoczył nas spadek PSA, ale biopsja pokazała co się znajduje w prostacie. Bezwzględnie mąż się podda operacji. Woli nie sprawdzać na własnym przykładzie co by było, gdyby się nie zoperował. Robimy wszystko według planu i mamy nadzieję, że operacja się powiedzie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości