Tata PSA 7,72
#1
Dzień dobry,

     Wasze forum znalazłam po nicku Dunolka - od kilku miesięcy czytam inne forum o tematyce RGK i zastanawiałam się, gdzie podziało się kilkoro członków, którzy aktywnie działali i w pewnym momencie zamilkli.
Piszę w imieniu  Taty, który też pewnie będzie przeglądał forum. Chcemy się poradzić w sprawie ścieżki leczenia.
Najpierw, po krótce, historia.

     Tata od kilku lat leczył się na łagodny przerost prostaty, PSA było badane co roku, oscylowało w granicach 3 ng/ml aż do listopada 2016, kiedy to wynioslo 7,12 ng/ml. Wtedy urolog kazał powtórzyć PSA za 3 mies razem z badaniem stosunku wolnego PSA do całkowitego.
Pod koniec lutego b.r. PSA wyniosło 7.72, a stosunek wolnego do całkowitego 10%. Po tych wynikach i badaniu - skierowanie na biopsje.
Biopsja wykryła raka - Gleason 4+ 4  znaleziony w 2 bioptatach  (zajetość 80%  & 20%).
Tata otrzymał skierowanie na TK miednicy mniejszej & jamy brzusznej oraz scyntygrafię.
Ponieważ tata nie dostał karty DILO, zarejestrował się w CO, celem, m. in wyrobienia tej karty i dalszej diagnostyki(swoją drogą w CO nie wyrobiono mu DILO)
    Ponieważ w wybranym, mającym dobra renomę, CO nie przeprowadza się prostatektomii, zaczęliśmy równocześnie szukać chirurga urologa, gdyby okazalo sie, ze bedzie mozna poddac sie operacji. W międzyczasie tata zrobił zlecone badania:
mpMRI  (robione rowno 6 tyg po biopsji) pokazalo dwa,raczej male ogniska raka  - PIRADS5 oraz PIRADS4. To ognisko, oznaczone PIRADS5 scisle przylega do torebki, nie uwypukla jej,ale ja zaciera, brak powiększonych wezłów chłonnych, naciekania pęcherzyków nasiennych i  innych patologicznych zmian w badanym obszarze.
Scyntygrafia pokazała gromadzenie się znacznika w stawach kolanowych i chyba łokciowych z  opisem "najpewniej niespecyficzne" oraz w kręgach Th9 oraz Th10  - do ponownej weryfikacji radiologicznej.
TK jamy brzusznej - nic podejrzanego tam raczej nie znaleziono.
        Z wynikami tata umówił się na wizytę do potencjalnego chirurga - urologa --> został zakwalifikowany do RP, termin za ok 2 mies.
Chirurg studiował biopsje i rezonans, na scyntygrafie tylko rzucił okiem.
Po  konsultacji z chirurgiem, tata zdecydował się na RP, ale postanowił pojechać jeszcze z kompletem wyników do radioterapeuty z CO.
Radioterapeuta - onkolog polecił zrobić dodatkowo TK  tych odcinków kręgosłupa, które "zaświeciły" w scyntygrafiia  i dopiero wtedy podejmie decyzję odnośnie leczenia.
      Zastanawiamy się, co teraz. Czy  robić dodatkowo TK kręgosłupa? Jeśli, odpukać, okazałoby się, że to  są zmiany przerzutowe, wtedy de facto zostaje  hormonoterapia, być może z radioterapią. Nam zależy oczywiście na leczeniu radykalnym. Czytałam też, że nawet, jeśli w czasie, gdy była prostata wycinana, i tak były już jakieś mikroprzerzuty, to w "ostatecznym rozrachunku" i tak korzystniej dla pacjenta jest, gdy zostanie usunięta główna masa guza.
Chirurg, u którego był tata i który go zakwalifikował do leczenia operacyjnego, cieszy się dobrą opinią, ma doświadczenie.
Dlaczego wiec  nie chce przed operacją wyjaśnił dlaczego scyntygrafia "zaświeciła"?  Czy ew. TK może rozwiać wątpliwości? Jednoznacznie określi charakter zmian? Czy z czystym sumieniem można zaniechać dodatkowego TK czy na jakimś etapie leczenia może się okazać, że jednak lepiej było zrobić to dodatkowe badanie?
  Mam nadzieję, że historię Taty streściłam w zrozumiały sposób.
Będziemy wdzięczni za Waszą  opinie.
Odpowiedz
#2
Maggi, witaj u nas!
(Skoro zostałam wywołana, to zabieram głos pierwsza).

Co do forów  - ludzie są różni, i fora różne. W necie jest miejsce dla wszystkich.
A pacjent ma prawo szukać pomocy wszędzie.

Widzimy, że twój tata ma w prostacie dwa niewielkie ogniska  bardzo agresywnego raka  - Gleason 8.
Takiego intruza należy potraktować bardzo ostro.

Nie wiem, czy miałaś czas przeczytać na starym forum  (FG)  nasze posty sprzed kilku lat.
Ja czasem  radziłam nowo zdiagnozowanym, by nie nalegali na badania obrazowe,
by czasem czegoś podejrzanego nie znaleziono, bo wtedy pacjenta wykluczano z operacji.
Bo takie były standardy  - operowano tylko wtedy, gdy nowotwór był  ograniczony do narządu.
Moje rady były niepoprawne politycznie, ale - według obecnych standardów  - słuszne.

Teraz  - tak jak mówisz - uważa się, że lepiej jednak "usunąć główną masę guza", bo to w perspektywie czasu daje lepsze wyniki. Dr Myers na przykład uważa, że w nieusuniętej prostacie najwcześniej dochodzi do hormonooporności.

Wy nie musicie się bać, że wam operacji odmówią, bo termin prostatektomii jest już zaklepany.
Ale chcesz wiedzieć dlaczego chirurg się nie waha: czy jest zdania, że nie ma przerzutów do kości,
czy po prostu jest on z nowej szkoły, która każe operować mimo przerzutów.

A dlaczego przyglądał się raczej rezonansowi, a nie scyntygrafii?
Bo to jest chirurg, rezonans pokazuje mu, co i jak ma operować, gdzie i ile wyciąć, natomiast wynik scyntygrafii po prostu przyjął do wiadomości. Dla niego nic tam  nie ma do roboty.

Maggi, jeśli chodzi o przerzuty do kości, scyntygrafia jest najczulszym badaniem, ale mało specyficznym.
To znaczy wszystko pokaże, ale "nie wie", co to jest dokładnie  - czy to zmiany zwyrodnieniowe, czy miejsce po urazie,
czy początek nowotworu. Początek  - bo zaawansowany nowotwór jest w scyntygrafii dobrze widoczny.
Lekarz wnioskuje na podstawie statystyki, że jeśli chodzi o kolana i łokcie, to są pewnie zwyrodnienia,
ponieważ nowotwór przerzuca się najpierw do części lędźwiowej kręgosłupa, a dopiero na końcu do stawów kończyn.
(Ale to statystyka. U konkretnego pacjenta może być różnie).
Chirurg uważa, że skoro nie ma twardych dowodów na przerzuty, to zakładamy, że przerzutów nie ma i operujemy.

A radiolog?
Radiolog zawsze będzie polecał naświetlanie zamiast operacji, bo to jego profesja.
Dlaczego chce sprawdzić kości tomografem?
Bo jeśli i tomograf pokaże coś podejrzanego, to prawdopodobieństwo przerzutów wzrośnie.
Może radiolog planuje naświetlić te przerzuty razem z prostatą, kto wie?

Tomografia komputerowa to nie jest badanie inwazyjne, agresywne.
Co szkodzi zrobić?
Tata ma jeszcze dwa miesiące na zastanowienie się, jaki rodzaj terapii będzie dla niego najlepszy.
Pamiętaj, my na forum zawsze polecamy konsultację u jeszcze jednego  - trzeciego, niezależnego specjalisty.
Odpowiedz
#3
Dziękuję za odzew!
Tak pamiętam posty, sugerujące, żeby się na siłę nie diagnozować, bo jak się znajdzie "jeden mikroprzerzut"  i jeszcze, że jak się chce znaleźć raka, to się go w końcu znajdzie   zadowolenie, uśmiech

         Nie wiem jeszcze jak się edytuje posty, więc nie dopisałam wczoraj, że na opisie scyntygrafii,  jest adnotacja odnośnie tych dwóch zmian na kręgosłupie: nie można wykluczyć zmian zwyrodnieniowo - zapalnych. Nie ma żadnej wzmianki, że może budzić podejrzenie meta, ani nic w ten deseń. Dodatkowo tata ma potwierdzone  starymi zdjęciami RTG zwyrodnienia kręgosłupa. Myślę więc, że  to nie są przerzuty...
           Tata miał jeszcze skonsultować się jeszcze z jednym, potencjalnym operatorem (nota bene tym, który operował Edwarda, Mazulkę), ale ostatecznie skończyło się na wizycie u jednego chirurga - tego, który będzie operował. Przypadki Edwarda i taty Mazulki są trochę inne, prof Sz. operuje laparoskopowo, a chyba w przypadku taty będzie lepsza otwarta.
Odpowiedz
#4
Witaj Meggie, tak jak często powtarzamy scyntygrafia jest badaniem mało specyficznym. To znaczy wynik nie jest jednoznaczny. Przy niskim PSA prawdopodobieństwo
wykazania przerzutów do kości jest kilkuprocentowe. Ale równocześnie to badanie, ze względu na niższą cenę od MRI jest zalecane w pierwszym rzucie diagnostycznym.
Może to marnotrawstwo środków, ale nic na to nie poradzimy. Lekarz zleca i musimy je wykonać.

Co do operacji laparoskopowej, to mam mieszane uczucia. Są tacy, którzy zachwalają laparoskopową, bo mniej okalecza, szybciej trwa gojenie, krótsze zwolnienie z pracy itd. Mój operator zdecydował o klasycznej i byłem szczęśliwy, że tak zdecydował. Później, gdy z nim rozmawiałem, o tym jak przebiegła operacja, i jak to wyglądało, to uzyskałem odpowiedz, która świadczyła o wyższości klasycznej nad laparoskopową. On był pewny tego co widział. Nie przez "dziurkę od klucza", tylko mając praktycznie odsłoniętą, całą loże operacyjną (czy jak to zwą)
Kilka dni temu pisał do mnie kolega po prostatektomii. U niego operator powziął decyzje co wyciąć, co zostawić praktycznie obserwując gruczoł i pobliskie tkanki.
Myślę, że laparoskopowo jest to niemożliwe. Musi być wcześniejszy plan i realizacja.
Oczywiście chirurg, który specjalizuje się w prostatektomiach laparoskopowych, inaczej to scharakteryzuje, ale cenię takiego, który odłoży trokary i będzie "klasykiem". Mój takim był!

Pozdrawiam
Armands
Rocznik 1961
PSA WYJŚCIOWE: 09.2013 13,31 ng/ml
BIOPSJA: 10.2013 Prostatic carcinoma GS 2+2=4
PROSTATEKTOMIA RADYKALNA (klasyczna): 03.2014 w CO Bydgoszcz. Operator dr. Jerzy Siekiera.
Badanie po RP: GS 3+3=6 pT2c N0
PSA po RP: po 3 mieś. 0,028 ng/ml, od 6 m. do 6 lat od RP <0,002 ng/ml.
W ostatnim badaniu (7 latach od RP) 0,007 ng/ml
Moja historia
Wątek poboczny 

Módl się o najlepsze, przygotuj się na najgorsze.
Odpowiedz
#5
Maggie,
powołałaś się na mój przypadek i profesora Sz. więc powinienem uzupełnić Twoją wypowiedź.
Otóż profesor Sz. specjalizuje się wprawdzie w operacjach laparoskopowych, ale wykonuje też tradycyjne. Miałem dużą prostatę. W badaniach USG jej objętość określano nawet na 160 cm3, by po LRP pozostać ostatecznie przy 100 cm3. Profesor Sz. powiedział, że spróbuje laparoskopii, ale jeśli okaże się ona niemożliwa, to wykona operację tradycyjną. Skończyło się na LRP.
Z drugiej jednak strony zamiast laparoskopowej operacji woreczka żółciowego, odpowiedzialnego za dwa ostre zapalenia trzustki, miałem operację tradycyjną ponieważ badanie EUS nie dało jednoznacznej odpowiedzi, co się w jego okolicy dzieje. No i tak to się odbywa - jeśli sprawa wydaje się czysta, jest mniej obciążająca pacjenta laparoskopia, jeśli nie, to tnie się go tradycyjnie.
Pozdrawiam serdecznie
Edward
Ur.1948; PSA 2008-2011: 3,10-8,74; Bps 9/2011: Gl. 3+3; Scyntygrafia OK. 12/2011-LRP. Poj. 100 cm3. Hist-pat: POMIMO BAD. LICZNYCH WYC. NIE UDAŁO SIĘ WYKRYĆ OGNISKA PIERW.!
PSA: 2012-2018<0,006;2019: 0,010;0,042;0,019;0,016;0,027;0,015;0,022;2020: 0,012;0,014; 2021:0,008;
2013-2015-wzrost guza wątroby. 5/2015-otwarta operacja i termoablacja guza. Hist-pat: rak wątrobowokomórkowy. Wznowa. WUM Banacha - 03.09.2016 - przeszczep wątroby.

Odpowiedz
#6
Dyskusje, co jest lepsze  - prostatektomia otwarta, laparoskopowa, czy robotem Da Vinci, trwają od lat angażują
największe autorytety, organizowane są nawet specjalne konferencje na ten temat (w USA).
Przypomnę, że cele operacji są następujące:
- pozbycie się nowotworu,
- ochrona trzymania moczu,
- ochrona potencji.
Jak dotychczas,  prawdą pozostaje twierdzenie, że o sukcesie  na  tych trzech polach decyduje nie rodzaj operacji a doświadczenie i kunszt chirurga.
Odpowiedz
#7
Dziękuję za Wasze odpowiedzi!

     Po lekturze historii wielu prostatyków nie wyłonił się jednoznacznie obraz lepszej metody...
U taty o wyborze zdecydowało chyba to, że umówiony był na konsultacje do dwóch chirurgów - gdy pierwszy zakwalifikował go do operacji, zrezygnował z wizyty u speca od LPR - prof Sz. Ten, na którego się zdecydował, również powiedział, że są trzy możliwości Da Vinci, LPR lub operacja klasyczna i to tata wybiera.
     Co do   wyjaśniania kwestii  świecenia dwóch kręgów w scyntygrafii, tata czytał Wasze odpowiedzi, zdecydował się pojechać dziś prywatnie na TK odcinka piersiowego kręgosłupa.
       
                  Pozdrowienia!
Odpowiedz
#8
Tata ma juz wyniki TK-bez zmian przerzutowych.Dzis byl na konsultacji u radioterapeuty-ten zaleca radioterapię,połączoną z trzyletnią hormonpterapią.Mowił,że nowotwór jest agresywny,bo gleason 4+4,dodatkowo prostata jest miękka,guz niewyczuwalny w basaniu

w badaniu DRE i to zwiększa prawdopodobieństwo konieczności radioterapii po operacji.
Odpowiedz
#9
(05.06.2017, 13:21:41)Maggie napisał(a): Tata ma juz wyniki TK-bez zmian przerzutowych.
 No super!
zadowolenie, uśmiech zadowolenie, uśmiech

Radiolog proponuje stary standard Jeśli tata jest w dobrej kondycji ogólnej, jednak lepsza byłaby operacja.
Ale to już  od taty zależy.
My zawsze na tym etapie radzimy trzech niezależnych specjalistów. Po prostu spytajcie o zdanie jeszcze jednego dobrego urologa.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego "miękkość" prostaty w badaniu DRE, miałaby być czynnikiem źle rokującym.
Raczej na odwrót  - to wyczuwalny guz świadczy o większym zaawansowaniu choroby.

Znaleziono tylko dwa ogniska raka, nie stwierdzono przekroczenia torebki. Nawet w tym bioptacie, gdzie komórki raka zajmowały  80% długości, zmiana nie dochodziła do końca próbki, czyli raczej nowotwór jest ograniczony do narządu.
Wtedy złotym standardem jest  operacja.
Bez hormonów.
Odpowiedz
#10
Dunolka,dziękuję.
       Ta wczorajsza konsultacja zasiała ziarno niepokoju. Zupełnie nie rozumiem,dlaczego dobrze wyglądająca prostata w połączeniu z wysokim gleasonem, może świadczyć o agresywności.PSA jest podwyższone,ale nie b.wysokie,objawów przejścia poza torebke nie ma więc nie mam pojęcia,dlaczego radioterapeuta ani słowem nie wspomniał o możliwości operacji.To sam tata zapytał,co sądzi o operacji i lekarz ją stanowczo odradził z powodów,które wymieniłam.
       Tata wybiera się jeszcze na konsultację do swojego urologa tego,który skierował tate na biopsję.Ten lekarz nie jest ani chirurgiem,ani radiologiem,mam nadzieję,że doradzi obiektywnie
Odpowiedz
#11
Maggie, niestety, ale pacjent jest elementem w większej układance. To także pieniądze dla szpitali, a co się z tym wiąże, ich byt. Często, bardzo często specjaliści kierują się kryteriami, na które rzutuje nie tylko ich konkretna profesja.
To właśnie wynika z treści artykułów, które zamieściłem pod linkiem http://rakprostatypomoc.pl/showthread.php?tid=293
Stare przysłowie mówi - każda pliszka swój ogonek chwali. Szkoda, że naszym kosztem.
Oczywiście nie jest tak wszędzie i nie jest to regułą, ale spotykamy się z taką sytuacją.
Ja również namawiam do kolejnej konsultacji i głębokiego rozważenia "za i przeciw".

Pozdrawiam
Armands
Rocznik 1961
PSA WYJŚCIOWE: 09.2013 13,31 ng/ml
BIOPSJA: 10.2013 Prostatic carcinoma GS 2+2=4
PROSTATEKTOMIA RADYKALNA (klasyczna): 03.2014 w CO Bydgoszcz. Operator dr. Jerzy Siekiera.
Badanie po RP: GS 3+3=6 pT2c N0
PSA po RP: po 3 mieś. 0,028 ng/ml, od 6 m. do 6 lat od RP <0,002 ng/ml.
W ostatnim badaniu (7 latach od RP) 0,007 ng/ml
Moja historia
Wątek poboczny 

Módl się o najlepsze, przygotuj się na najgorsze.
Odpowiedz
#12
Z duzym zainteresowaniem,a zarazem przecierając oczy ze zdumienia,przeczytałam dyskusję urologów z radiologami-onkologami.Nie miałam pojęcia o tak dużej różnicy w wycenie radioterapii i RP przez NFZ i że względy finansowe mogą mieć aż tak duże znaczenie w "pomocy" przy wyborze optymalnej drogi leczenia.
  Oprocz samych kwestii finansowania leczenia przsz NFZ znalazłam tam również kilka argumentów za tym,że tata jak najbardziej powinien poddać sie operacji.On link znalazł już wczoraj i chyba też jest tego zdania mruganie, puszczanie oczka
Odpowiedz
#13
(06.06.2017, 20:31:48)Maggie napisał(a): Oprocz samych kwestii finansowania leczenia przsz NFZ znalazłam tam również kilka argumentów za tym,że tata jak najbardziej powinien poddać sie operacji.On link znalazł już wczoraj i chyba też jest tego zdania mruganie, puszczanie oczka

Taki był główny cel publikacji artykułów. Pieniądze, to nie wszystko, a argumenty za czy przeciw jak najbardziej zasadne do rozważenia.
Pozdrawiam Ciebie i Tatę.

Armands
Rocznik 1961
PSA WYJŚCIOWE: 09.2013 13,31 ng/ml
BIOPSJA: 10.2013 Prostatic carcinoma GS 2+2=4
PROSTATEKTOMIA RADYKALNA (klasyczna): 03.2014 w CO Bydgoszcz. Operator dr. Jerzy Siekiera.
Badanie po RP: GS 3+3=6 pT2c N0
PSA po RP: po 3 mieś. 0,028 ng/ml, od 6 m. do 6 lat od RP <0,002 ng/ml.
W ostatnim badaniu (7 latach od RP) 0,007 ng/ml
Moja historia
Wątek poboczny 

Módl się o najlepsze, przygotuj się na najgorsze.
Odpowiedz
#14
Nie mogłem przejść obojętnie nad dyskusją w zalinkowanej powyżej dyskusji i pozwoliłem sobie zabrać głos.
https://www.termedia.pl/onkologia/Prof-P...26283.html

Cytat:Szanowni Państwo, pozwolę sobie zabrać głos w tej dyskusji.
Nie jestem lekarzem, jestem jedynie zwyczajnym pacjentem po prostatektomii. Pacjentem z prawie czteroletnim stażem w temacie raka prostaty. Pacjentem wyedukowanym na bazie publikacji dostępnych w Internecie, a głównie forach dotyczących RGK.
Raka gruczołu krokowego rozpoznano u mnie pod koniec 2013 roku. Miałem wtedy 52 lata i wynik biopsji był ciężkim doznaniem, ale jeszcze cięższym był problem wyboru dalszej drogi leczenia. Nie będę ukrywał, że jak wielu z pacjentów pomocy szukałem w Internecie. Wtedy nie było jeszcze pakietu onkologicznego, kart DiLO, czy konsultacji grupy specjalistów. Do najbliższego Centrum Onkologii miałem 100 km.
Może to i dobrze, bo musiałem praktycznie samemu podjąć decyzję. Decyzję poprzedzoną przestudiowaniem wielu, bardzo wielu publikacji dotyczących tematu RGK. Publikacji, których autorami są uczestnicy tej dyskusji. 
Z wynikami badań w ręku udałem się do wybranego (za pomocą porad z forum) lekarza i z pełnym zaufaniem powierzyłem w jego ręce swoje zdrowie, a i przyszłe życie. Pisząc o rękach jednoznacznie wskazuję, że był to urolog. Przy okazji znakomity operator, szef oddziału i sympatyczny człowiek. 
(zaznaczam, że jego osoba nie występujący w całej tej dyskusji).
Specjalista, który wybrał prostatektomię klasyczną z rozległą limfadenektomią i zaoszczędzeniem wiązki n-n. Mój pooperacyjny wynik histopatologiczny to GS 3+3=6 pT2c N0.
Dziś z perspektywy czasu wiem, że to był bardzo dobry krok. Od lekko ponad trzech lat mam nieoznaczalne PSA. To nie wszystko, bo trzymanie moczu jest idealne, a potencja umożliwiająca normalne współżycie.
Jak Panowie widzą, mam się z czego cieszyć.
Oczywiście wiem, że nie każdy może być operowany, a każdy nawet podobny przypadek wymaga indywidualnego podejścia. Szpital to nie linia produkcyjna i nie ma tu powtarzalności, nawet przy podobnych parametrach wyjściowych.
Ja też miałem doradców, którzy skłaniali mój wybór w kierunku radioterapii. Miało być lżej, bez większych problemów z trzymaniem moczu, czy zachowaniem sprawności seksualnej. Mniej się pisało o powikłaniach, a szczególnie tych odległych.
Mimo wszystko wybrałem zabieg chirurgiczny. Może, gdybym miał możliwości finansowe, to pojechałbym do Niemiec na operację z wykorzystaniem robota. Ale dziś, mając doświadczenie wynikające z kontaktu z pacjentami piszącymi na forach internetowych wiem, że robot jest tylko narzędziem (przyszłościowym narzędziem) a wszystko i tak zależy od człowieka.
Czytając argumenty wszystkich stron dyskusji (sporu) mam mieszane odczucia. Rozumiem, że „każda pliszka swój ogonek chwali” ale gdzie w tym wszystkim jest zagubiony, przytłoczony „wyrokiem” pacjent? Panowie specjaliści, tu wspólnie trzeba pracować. Wspólnie dla dobra pacjenta.
Pozdrawiam Panów serdecznie i gdyby ktoś z Państwa miał do mnie pytanie, to zapraszam
Jarek Włodarczyk armands@o2.pl

Niestety moja odpowiedz wisiała tylko godzinę i bez jakiegokolwiek komentarza, informacji z portalu Termedia poleciała w niebyt.
Chyba jestem nadal naiwny  Niezdecydowany
Rocznik 1961
PSA WYJŚCIOWE: 09.2013 13,31 ng/ml
BIOPSJA: 10.2013 Prostatic carcinoma GS 2+2=4
PROSTATEKTOMIA RADYKALNA (klasyczna): 03.2014 w CO Bydgoszcz. Operator dr. Jerzy Siekiera.
Badanie po RP: GS 3+3=6 pT2c N0
PSA po RP: po 3 mieś. 0,028 ng/ml, od 6 m. do 6 lat od RP <0,002 ng/ml.
W ostatnim badaniu (7 latach od RP) 0,007 ng/ml
Moja historia
Wątek poboczny 

Módl się o najlepsze, przygotuj się na najgorsze.
Odpowiedz
#15
Smutna konkluzja,dotycząca naszego systemu leczenia:głos pacjenta się nie liczy
Odpowiedz
#16
Może to nie tak. Termedia to portal dla lekarzy, czy innych osób zawodowo związanych ze służbą zdrowia. Może powinienem mieć tam konto i dopiero zabierać głoś.
No cóż, nie drażę dalej tematu.
Mam nadzieję, że panowie lekarze dojdą do consensusu, i priorytetem będzie dobro pacjenta, a nie budżet szpitalny, czy prestiż ich profesji.

Pozdrawiam
Armands
Odpowiedz
#17
Maggie,
Dwa grosze w tej dyskusji. Jak wszyscy stanąłem przed dylematem: operacja, radioterapia klasyczna a może brachyterapia. Po kilku wizytach lekarskich zdecydowałem się na na operację, w moim przypadku laparoskopową, która okazała się niedoszczętna. Była konieczność radioterapii uzupełniającej.
Więc pojawiły się pytania czy dobrze wybrałem, czy może lepsza byłaby inna metoda leczenia. W dalszym ciągu uważam, że operacja to był dla mnie najlepszy wybór, gdybym chciał coś zmieniać to może wybrałbym metodę klasyczną a nie laparoskopową. Oczywiście nigdy się nie dowiem, czy operacja metodą klasyczną byłaby doszczętna.

Pozdrawiam AParsley
Rocznik 1961
PSA przed RP 15,41 ng/ml, LRP 19/11/2014, RT 05-06/2015.
PSA od 08/2017 do teraz <0,006 ng/ml.

Moja historia
Odpowiedz
#18
Na początku ubiegłego tygodnia tata  był na konsultacji u swojego urologa.  Ten powiedział, że  tata w jego opinii dokonał dobrego wyboru. Nazwisko operatora  jest mu znane.
            Opinia tego "niezależnego" urologa jest nie bez znaczenia jak dla mnie - bo nie ma on żadnego interesu w namawianiu taty ani na RP, ani na radioterapię (pracuje co prawda w szpitalu, w którym wykonuje się RP, ale sam  nie jest chirurgiem)
           Co, moim zdaniem, smutne, powiedział, że w regionie częściej niż RP wybierana jest radioterapia z tego względu, że ludzie po diagnozie kierują się do CO w którym nie przeprowadza się do prostatektomii.
          Teraz pozostaje tylko czekać na operację. W zeszłym tyg dzwoniłam do szpitala  ponoć termin "już niedługo". Mam nadzieję, że niedługo w języku lekarskim naprawdę oznacza "niedługo"
                  Pozdrawiam serdecznie
Odpowiedz
#19
(22.06.2017, 08:44:48)Maggie napisał(a):            Co, moim zdaniem, smutne, powiedział, że w regionie częściej niż RP wybierana jest radioterapia z tego względu, że ludzie po diagnozie kierują się do CO w którym nie przeprowadza się do prostatektomii.
To też jakaś dziwna argumentacja za "wskazaniem" takiej, czy nie innej drogi wyboru metody leczenia.
         
(22.06.2017, 08:44:48)Maggie napisał(a): Teraz pozostaje tylko czekać na operację. W zeszłym tyg dzwoniłam do szpitala  ponoć termin "już niedługo". Mam nadzieję, że niedługo w języku lekarskim naprawdę oznacza "niedługo"

Życzę, aby to oczekiwanie było jak najkrótsze, a operator wart dobrej oceny. Tata niech teraz zadba o kondycję. Więcej ruchu na powietrzu, dieta, ewentualnie suplementacja D3 z nieba i w tabletkach i będzie dobrze zadowolenie, uśmiech
Pozdrawiam i czekam na Twoje hasło "Tata już w szpitalu" aby uruchomić akcję kciukową mruganie, puszczanie oczka

Armands
Rocznik 1961
PSA WYJŚCIOWE: 09.2013 13,31 ng/ml
BIOPSJA: 10.2013 Prostatic carcinoma GS 2+2=4
PROSTATEKTOMIA RADYKALNA (klasyczna): 03.2014 w CO Bydgoszcz. Operator dr. Jerzy Siekiera.
Badanie po RP: GS 3+3=6 pT2c N0
PSA po RP: po 3 mieś. 0,028 ng/ml, od 6 m. do 6 lat od RP <0,002 ng/ml.
W ostatnim badaniu (7 latach od RP) 0,007 ng/ml
Moja historia
Wątek poboczny 

Módl się o najlepsze, przygotuj się na najgorsze.
Odpowiedz
#20
Dziękuję Armands! Damy znać!

Ruchu tacie raczej nie brakuje, tylko boli brak możliwości  wycieczek rowerowych, póki co...
       Co do tej argumentacji odnośnie metod leczenia, w wypowiedzi prof . Chłosty, którą linkowałeś, było  zdanie mniej więcej takie, że są miasta w Polsce, w których RP przeprowadzana jest kilkakrotnie rzadziej niż radioterapia jako forma pierwotna leczenia.
      Myślę, że w naszym rejonie może tak być. Gwoli sprawiedliwości dodam, że doszukałam się na innym forum relacji jednego z forumowiczów  , który konsultował swój przypadek w Gliwicach i jemu lekarz powiedział, że ma dwie drogi leczenia: RP lub radioterapię i z tego co wiem, tamten pacjent poddał się RP. Mimo tego wiec, że lekarz była radioterapeutą, powiedział o wszystkich możliwościach.  Myślę, że niektórzy ( a może i większość pacjentów) gdy trafia do CO znanego z nowoczesnych form radioterapii i ma możliwość poddania się radioterapii radykalnej właśnie, nie szuka innych możliwości, bo w regionie nie ma raczej innych, równie  słynnych ośrodków, w których można poddać się RP.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości