Liczba postów: 8
Liczba wątków: 2
Dołączył: 29.10.2022
08.09.2026, 19:03:03
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2026, 21:14:37 przez Dunolka.)
Dobry wieczór Państwu, w ostatnich latach wielokrotnie nam pomagaliscie - tu pokierowaliscie mojego Tatę do prof Majewskiego w Gliwicach, Tata w maju 2026 (chyba w maju 2025? - Dunolka) odbył radioterapię (przy PSA 1,161)- niestety nie w Gliwicach a w Krakowie ze względu na ambulatoryjny charakter terapii. Jeszcze we wrześniu w zeszłym roku po przebytej radioterapii PSA wynosiło 0,114, bardzo się ucieszyliśmy. W listopadzie radości było mniej bo PSA znowu rosło. W lutym 2026 powtórzyliśmy PET - wyszedł czysty, stan z dzisiaj to PSA 1,594. Przed nami 18.09 rezonans miednicy.
Jakie są fakty? Mój Tatuś ma 83 lata, jest w świetnej kondycji fizycznej, nie wygląda ani nie zachowuje się na swój wiek. Psychicznie, po raz pierwszy od 2020 roku kiedy przeszedł RPL, Gleason 3+4, N0, jest słabiej.. Mój waleczny Tata popłakał się bo byliśmy pewni że radioterapia zakończy długoletni stres i walkę. Tak mój prof Majewski, tak sugerowali lekarze w krakowskim Ametyscie. Tendencja wzrostowa PSA jest szybsza niż przez czas od 2020 do 2025 roku. Boimy się terapii hormonalnej ze względu na to, że znacząco może ona wpływać na komfort życia i samopoczucie Taty - nie, terapia nie była nam proponowana. Po stronie lekarzy z Ametystu jest spokój, "zobaczymy", "będziemy się badać", ja widząc kolejne wyniki badań wpadam w lęk o mojego Taty, że gdy pojawia się fizycznie przerzuty których do tej pory nie było, Tata się poddać, zabraknie mu psychicznie siły. Tata chce żyć chociaż częściej niż wcześniej mówi o śmierci. Boi się cierpienia. Rosnące PSA po prostu nas zaskoczyło. Pisze bo mam nadzieję że kolejny raz coś Państwo podpowiedzi, ze swojego doświadczenia i wiedzy. Mam świadomość że każdy Pacjent jest inny i każda historia opiera się o przypadek osobny. Mimo tego, mam nadzieję, że ktoś z Państwa jest w podobnym momencie jak my, że będzie mógł zasugerować nam co powinniśmy zrobić dalej.. poza czekaniem. Tata nie bral żadnych leków związanych z leczeniem onkologicznym prostaty, operacja była w 2020 roku, radioterapią w 2025 i Tata zniósł ja bez powikłań i bez komplikacji.
Serdecznie Państwa pozdrawiam!
Ania, córka.
Liczba postów: 4.854
Liczba wątków: 41
Dołączył: 16.01.2016
Aniu, przede wszystkim spytam, co było naświetlane? Na jakiej podstawie?
Czy którekolwiek z badań obrazowych pokazało jakiś przerzut do węzłów chłonnych albo wznowę
w loży po prostacie? Czy tak na wszelki wypadek naświetlono lożę?
I jeszcze jedno: piszesz, że podczas urosepsy PSA bardzo spadło.
Jeśli przyczyną wzrostu PSA jest nowotwór, to ono nigdy samo nie spada bez leczenia onkologicznego.
Może chodziło o stan zapalny?
Jak na razie nic w badaniach obrazowych nie widać, żadnego raka.
Jest podwyższone PSA, ale - jak mówią - leczyć trzeba raka a nie PSA.
Lekarze mają rację, że hormonoterapia wprawdzie PSA obniży, ale obniży też jakość życia, a nawet
może je skrócić. Szybciej, niż ewentualny nowotwór. To jest starszy pacjent, jego układ sercowo-naczyniowy
jest mniej wydolny, niż u pacjenta młodszego. Mimo wigoru.
Koledze z forum lekarz powiedział, że "prędzej umrze od leczenia, niż od tego raka".
Staram się wytłumaczyć stanowisko lekarza, który jest zdania, że w sytuacji twego taty tzw. aktywny
nadzór jest najlepszym wyjściem.
1. Na pewno już pisałam, że rak prostaty jest naturalnym stanem starszych mężczyzn i większości nigdy nie zaszkodzi.
2. Na razie tego raka nie widać, w niczym tacie nie przeszkadza, nie zakłóca funkcjonowania organizmu.
3. Prawdopodobnie gdzieś tam komórki nowotworowe się osiedliły i rosną, ale ten rak rośnie bardzo powoli, taka jest standardowa cecha tego raka. Wiele lat upłynie, zanim tacie dokuczy. Jeśli kiedykolwiek dokuczy.
4. Obecnie odchodzi się od agresywnego leczenia niektórych przypadków raka prostaty, uznając to leczenie za niepotrzebne. Tak się dzieje przede wszystkim w USA.
Problem w tym, że tata jest typem pacjenta, który "musi być leczony", bo inaczej nie poradzi sobie ze stresem.
Może poproście dobrego, zaufanego lekarza, by poświęcił godzinę i wytłumaczył tacie, dlaczego jego porada jest taka, a nie inna.
A jeśli tata naprawdę nie jest w stanie znieść wysokiego PSA, może niech poprosi lekarza o receptę na małą dawkę
(50 mg dziennie) Bikalutamidu.
To jest taka pseudo hormonoterapia, ten antyandrogen nie pozwala komórkom nowotworowym na absorpcję testosteronu, zatem przestają rosnąć i giną. PSA spadnie.
Ten lek ma niewiele skutków ubocznych.
Liczba postów: 8
Liczba wątków: 2
Dołączył: 29.10.2022
09.09.2026, 23:18:37
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.09.2026, 23:29:44 przez malami_83.)
(09.09.2026, 22:22:54)Dunolka napisał(a): Aniu, przede wszystkim spytam, co było naświetlane? Na jakiej podstawie?
Czy którekolwiek z badań obrazowych pokazało jakiś przerzut do węzłów chłonnych albo wznowę
w loży po prostacie? Czy tak na wszelki wypadek naświetlono lożę?
I jeszcze jedno: piszesz, że podczas urosepsy PSA bardzo spadło.
Jeśli przyczyną wzrostu PSA jest nowotwór, to ono nigdy samo nie spada bez leczenia onkologicznego.
Może chodziło o stan zapalny?
Jak na razie nic w badaniach obrazowych nie widać, żadnego raka.
Jest podwyższone PSA, ale - jak mówią - leczyć trzeba raka a nie PSA.
Lekarze mają rację, że hormonoterapia wprawdzie PSA obniży, ale obniży też jakość życia, a nawet
może je skrócić. Szybciej, niż ewentualny nowotwór. To jest starszy pacjent, jego układ sercowo-naczyniowy
jest mniej wydolny, niż u pacjenta młodszego. Mimo wigoru.
Koledze z forum lekarz powiedział, że "prędzej umrze od leczenia, niż od tego raka".
Staram się wytłumaczyć stanowisko lekarza, który jest zdania, że w sytuacji twego taty tzw. aktywny
nadzór jest najlepszym wyjściem.
1. Na pewno już pisałam, że rak prostaty jest naturalnym stanem starszych mężczyzn i większości nigdy nie zaszkodzi.
2. Na razie tego raka nie widać, w niczym tacie nie przeszkadza, nie zakłóca funkcjonowania organizmu.
3. Prawdopodobnie gdzieś tam komórki nowotworowe się osiedliły i rosną, ale ten rak rośnie bardzo powoli, taka jest standardowa cecha tego raka. Wiele lat upłynie, zanim tacie dokuczy. Jeśli kiedykolwiek dokuczy.
4. Obecnie odchodzi się od agresywnego leczenia niektórych przypadków raka prostaty, uznając to leczenie za niepotrzebne. Tak się dzieje przede wszystkim w USA.
Problem w tym, że tata jest typem pacjenta, który "musi być leczony", bo inaczej nie poradzi sobie ze stresem.
Może poproście dobrego, zaufanego lekarza, by poświęcił godzinę i wytłumaczył tacie, dlaczego jego porada jest taka, a nie inna.
A jeśli tata naprawdę nie jest w stanie znieść wysokiego PSA, może niech poprosi lekarza o receptę na małą dawkę
(50 mg dziennie) Bikalutamidu.
To jest taka pseudo hormonoterapia, ten antyandrogen nie pozwala komórkom nowotworowym na absorpcję testosteronu, zatem przestają rosnąć i giną. PSA spadnie.
Ten lek ma niewiele skutków ubocznych.
Dobry wieczór,
Radioterapia była rozwiązaniem zaproponowanym przez prof Majewskiego w NIO w Gliwicach - że przy takim dobrym samopoczuciu Taty oraz nieco szybszym wzroście markera, powinna zamknąć temat onkologiczny. Założenie było takie, że wznowa biochemiczna widoczna we wzroście PSA jest odzwierciedleniem wznowy w loży po prostacie. W czasie operacji w 2020 roku metoda laparoskopową jak i w kolejnych corocznych badaniach PET wykonywanych odkąd PSA przekroczyło 0,2 nie znaleziono żadnych przerzutów ani ognisk, węzły chłonne były czyste. W 2023 roku w sierpniu Tata przeszedł urosepse (klebsiella pneumoniae) i w tamtym momencie PSA spadło do wartości bardzo małych (poniżej 0,2) - prowadzący i zarazem operujący Tatę urolog onkolog chirurg dr Jaszczyński powiedział nam wtedy, że to normalne przy tak silnym zakażeniu organizmu.
Bardzo brakuje mi normalnej rozmowy z lekarzem, zrozumiałej - to nie jest tak, że chce Tatę na siłę, wbrew faktom leczyć. Potrzebuję dostać gwarancję, zapoznać się z faktami naukowymi, że nieleczenie Taty a czekanie na przerzuty jest dla niego dobre, lepsze. Tata czuję się bardzo dobrze. Powoli odbudowujemy parametry morfologiczne po radioterapii zeszłorocznej, trzy tygodnie temu wróciliśmy z nad morza. Radzimy sobie bo bardzo się kochamy. Jestem dzieckiem późnego rodzicielstwa. Nie wiem jak pomóc lepiej, gdzie jeszcze pojechać by uzyskać wiedzę i spokój i poczuć, że Tata jest zaopiekowany..
Liczba postów: 4.854
Liczba wątków: 41
Dołączył: 16.01.2016
Wiesz, Ania, gdy człowiek słyszy słowo "rak", to do razu ma wizję przerzutów, bólu i rychłej śmierci.
Tymczasem rak rakowi nierówny, bo co innego mieć glejaka czy szpiczaka, a co innego - raka prostaty.
Ten ostatni uchodzi wśród onkologów za stosunkowo łagodną bestię, chociaż czasem z pazurami.
Przed laty, gdy zachorował mój mąż, czytałam wiele artykułów, a nawet książek (popularnych) autorstwa luminarzy amerykańskiej onkologii urologicznej, bo chciałam poznać naturę tej choroby. W tym czasie w USA panował entuzjazm, dotyczący leczenia raka prostaty, wynaleziono operację robotem daVinci, popularyzowano skriningowe badania PSA.
Był na forum naukowiec matematyk, ja jestem statystykiem, mieliśmy polskie i amerykańskie dane.
I wyliczyliśmy, że śmiertelność spowodowana rakiem prostaty jest taka sama w USA i w Polsce, w dodatku bardzo mała, coś około 3%. Polskie dane sprzed 20 lat powinny być gorsze, no nie? A nie były.
(Teoretycznie obecne polskie dane powinny być lepsze, niż amerykańskie, a wątpię, by były).
Kiedyś syn mi przesłał ciekawy statystyczny artykuł, gdzie podzielono tego raka na trzy typy, podobnie jak się dzielą tzw. dojrzali mężczyźni, bo to jest wszak ich rak.
1. Pierwsza grupa, najmniej liczna, malutkie kilka procent, to typy najgorsze, takie Hitlery, Staliny, Pol Poty i Putiny:
taki rak prostaty rośnie bardzo szybko, PSA może być maleńkie, w normie, a on nie reaguje na żadne leczenie (albo reaguje krótko), i zabija człowieka w rok, najdalej półtora. Czyli typ bezwzględny.
2. Druga grupa to typy łagodne, sympatyczne, tacy uroczy faceci, lubiani przez wszystkich.
Takiego raka leczyć nie trzeba wcale, rośnie bardzo powoli, a nawet gdy urośnie, to szkody nie uczyni.
3. I reszta, czyli normalsi, z którym trzeba umieć postępować.
Onkologicznego odpowiednika takiego typa trzeba odpowiednio leczyć. I można go leczyć.
Problem w tym, że jak na razie nie umiemy odróżnić grupy drugiej od trzeciej, czyli leczymy wszystkie przypadki raka prostaty, na wszelki wypadek. Nie zawsze potrzebnie.
Ania, nie chcę powiedzieć, że twój tata należy do grupy drugiej, bo łagodność pacjenta nie zawsze chodzi w parze z łagodnością choroby.
Ale na pewno nie jest w grupie pierwszej, bo gdyby był, to by go już nie było.
To kryterium "roku" się sprawdza.
Lekarz widzi pacjenta, którego PSA rośnie bardzo powoli (przez 5 lat urosło do 1 z małym kawałkiem),
i u którego W BADANIACH OBRAZOWYCH NIE WIDAĆ ŻADNYCH OGNISK NOWOTWORU.
Co ma leczyć, co ma naświetlać?
Zgodnie z rachunkiem prawdopodobieństwa mogło coś zostać w prostacie, dlatego inny lekarz dał skierowanie na radioterapię. Coś tam musiało być, skoro PSA spadło. Ale nie tylko tam, skoro PSA nie spadło do zera. A teraz rośnie. Gdzie rośnie nowotwór? Nie wiemy, ale wiemy, że rośnie powoli, bo go nie widać. Zajmie mu lata, by urosnąć.
Bardzo mało prawdopodobne, by zagroził, bo starszy mężczyzna hormonoterapię otrzymuje od natury: spadek testosteronu to wszak jest zwykła kolej rzeczy.
A propos, miał tata badany testosteron?
Ale rękę na pulsie trzymać trzeba, na wszelki wypadek.
Dlatego zalecana jest obserwacja.
Kontrolne badania PSA i kontrolne badania obrazowe.
Zlecono rezonans, bo jest nieszkodliwy.
PET to potężna dawka promieni, która ma działanie ...rakotwórcze.
Czyli lekarz prowadzący słusznie zaleca spokój, bo żadnych przerzutów nie widzi, ale zaleca kontrolę.
Jeszcze intryguje mnie fakt spadku poziomu PSA podczas pobytu w szpitalu z powodu sepsy.
Coś takiego wystąpiło też u naszego Krisa. Po rozmowie z lekarzami ustalił, że mogło to być spowodowane kroplówkami, które dostawał: większa ilość płynu, mniejsze stężenie markera.
A czy teraz tata nie jest czasem odwodniony?
Niech spróbuje pić zalecaną ilość (2 l) wody przez kilka dni, i wtedy zbadać PSA.
Przed badaniem też niech wypije szklankę wody.
Przecież czasowy spadek PSA po kroplówkach z "lewoskrętnej" witaminy C na tym właśnie polega: na nawodnieniu i rozpuszczeniu markera. Czyli oszustwo.
PS. Aniu, wiem, co to znaczy być późnym dzieckiem, bo miałam taką siostrę. Kochaną i rozpieszczaną niemożebnie,
wszyscy jej zazdrościli, ale ja jej bardzo współczułam, bo widziałam, jak jej młodość naznaczona była lękiem o zdrowie i życie rodziców.
Rozpisałam się, ale przypomniała mi się moja siostrzyczka, dla której byłam jakby zastępczą matką.
|