41 lat, rak prostaty, PSA 3,13
#1
Question 
Cześć, 
melduję się kolejna na forum żona młodego, bo czterdziestoletniego, faceta z rakiem prostaty. 
Poniżej nasza historia:

W 2020 roku mąż często oddawał mocz, a że jest wyczulony na punkcie zdrowia poszedł do urologa, który zlecił PSA. Wyszło nieco ponad 2 i lekarz uspokajał, że to stan zapalny, szczególnie, że mąż miał wtedy 35 lat.

W 2024 podczas przeglądu zdrowia, który mamy w pakiecie w luxmedzie, mąż miał badane PSA (jest wśród badań do wykonania), które znowu wyszło podwyższone (2,77). Po raz kolejny lekarz wskazał na stan zapalny, ale mąż uparł się, żeby wykonać rezonans. W rezonansie było czysto.

10.2025 kolejny przegląd zdrowia i PSA już wyższe:
   PSA 3,51 [b]ng/ml[/b]
   fPSA/PSA 16%
   PSA wolny 0,56 ng/ml
Rezonans w listopadzie 2025 z następującym wynikiem:   
   


Lekarz stwierdził, że mąż jest młody, a wynik nie jest konkluzywny, więc można poczekać z pół roku. Ale mąż na szczęście wolał to sprawdzić. Założył kartę DILO, żeby wykonać biopsję. Przed biopsją powtórzył jeszcze PSA i wynosiło wtedy 3,13 (02.2026). 4 lutego miał wykonaną biopsję fuzyjną przezkroczową w Warszawie w Szpitalu św. Elżbiety, bo we Wrocławiu na NFZ nie było tak szybkich terminów. Wynik biopsji następujący:
   

Pomijając nowotwór (który szczególnie dla mnie był dużym zaskoczeniem, bo jakoś we mnie zawsze jest optymizm, a mąż z tych martwiących się na zapas, więc ja byłam przekonana, że wyjdzie jakieś zapalenie), to męża niepokoi, że jest zmiana w miejscu, które nie było wskazane w rezonansie, czyli jakby rozwój raka był bardzo szybki, bo różnica między rezonansem, a biopsją to niecałe 3 miesiące. Z drugiej strony jesli PSA podniesione jest od 6 lat, to wydaje się, że trochę trwał rozwój tego raka. Ale być może PSA było podniesione z innego powodu - nie jestem specem, ale tak sobie rozkminiam. 

W każdym razie nie chcieliśmy snuć domysłów, tylko jak najszybciej skonsultować się z lekarzem, więc mąż udał się na wizytę prywatną do jednego z polecanych we Wrocławiu (jestesmy z Wrocławia, więc tak bylo najłatwiej i najszybciej) urologów (dr Tuchandler). Lekarz stwierdził, że biorąc pod uwagę stan psychiczny męża zaleca wycięcie raka, bo mąż wykończy się na serce z nerwów. Powiedział, że rak w tak młodym wieku może być agresywniejszy i też, że może mieć podłoże genetyczne, co dodatkowo nas zestresowało, bo mamy córkę, która te geny mogła otrzymać. 
Ten lekarz nie wykonuje prostatektomi, więc zadzwonił do swojego kolegi ordynatora urologii ze Szpitala Wojskowego, dr Krzysztofa Ratajczaka, żeby ten przyjął męża jak najszybciej. W poniedziałek mąż ma wizytę. 

Dodatkowo koleżanka polecała nam dr P. Salwę, więc mąż jest umówiony na wizytę na 6.03. Ale po przeczytaniu kilku wątków tego forum, mam wątpliwości czy to dobry ruch i rozważamy czy nie zrezygnować z tego lekarza. Dodatkowo koszt operacji jest bardzo wysoki i dalibyśmy radę go ponieść, ale byłby to dla nas bardzo znaczący ubytek w budżecie. Ale jeśli trzeba by było, to byśmy to ogarnęli. W każdym razie pełna pochwał strona tego lekarza nie do końca mnie również przekonuje i gdyby nie koleżanka, która bardzo polecała dr mówiąc, że jest najlepszy w PL, to pewnie byśmy go nie rozważali.

W każdym razie teraz pytania, bo czujemy się jak dzieci we mgle, mąż nie chce nic czytać, bo go to dodatkowo stresuje (dlatego też ja się tutaj uzewnętrzniam), a ja czytam dużo, bo z tego wszystkiego spać nie mogę i już sama nie wiem co robić:
1. Czy warto zrobić prywatnie badania genetyczne przed wizytą u lekarzy - będziemy chcieli wiedzieć czy to może być genetyczne ze względu na córkę, ale czy wskazane byłoby zrobić takie badanie jak najszybciej, bo to może mieć wpływ na leczenie?
2. Mąż nie rozważa innej opcji niż wycięcie "dziada" - czy teraz najlepszą opcją jest operacja robotem czy warto też rozważyć klasyczne podejście?
3. Jak długo czeka się na operację robotem da vinci na NFZ? Domyślam się, że to zalezy od miejsca, ale czy są takie gdzie lekarze mają już dosyć dobre doświadczenie, a terminy to nie jest pół roku tylko raczej tygodnie? Dla nas miejsce nie ma znaczenia, bo jak trzeba to wszędzie dojedziemy, aczkolwiek im bliżej Wrocławia tym pewnie lepiej. Jak mąż próbował prywatnie dostać się do urologów polecanych we Wrocławiu, którzy pracują również w szpitalach to najwcześniejsze terminy to był maj. A boimy się co będzie do maja.
4.  Czy jest opcja, że mąż ma już jakieś przerzuty? Czy przy zdiagnozowaniu raka prostaty jest sprawdzane ciało w poszukiwaniu innych miejsc zaatakowanych przez raka? Zastanawiam się jakie badania zrobić, żeby odpowiednio wcześnie wykryć jakby się coś czaiło. 
5. Czy na pewno odrzucić dr Salwę? Chcielibyśmy lekarza, który będzie lekarzem męża również po operacji w dłuższej perspektywie, a z tego co przeczytałam, to chyba niezbyt w jego przypadku to wygląda. 

To chyba najważniejsze pytania. Czuję, że miałam coś jeszcze, ale najwyżej jeszcze będę pytać. 
Będę bardzo wdzięczna jak ktos przebrnie przez moje wypociny i coś odpisze, bo ja jestem typem, który woli działać niż siedzieć i kminić, a czuję, że nie mogę, bo nie wiem co robić. Także proszę pomóżcie!
Odpowiedz
#2
Ad1. Warto, ale na spokojnie. To nie ma teraz wpływu na leczenie.
Ad2. Trzeba wykonać prostatektomie, ze względu na długą, prognozowaną długość życia i spokój duszy.
Ad3. Różnie, jak macie kasę to i tydzień max.
Ad4. Bardzo małe prawdopodobieństwo. Przed operacją wykonać w QUADIA RM WB (whole body) Nie wykonywać ani TK, ani scyntygrafii.
Ad5. Odrzucić

Tu niech się zoperuje: https://www.znanylekarz.pl/mateusz-mokrz.../zlotoklos

Pzdr
R
ur. 1971
PSA:1,31/2018, 1,50/2019, 1,20/2020,
17,122/04.06.2024, 4,859/19.06.2024, 2,639/02.07.2024, 2,497/10.07.2024, 1,975/29.07.2024, 1,422/13.08.2024,
1,357/27.08.2024, 1,403/23.09.2024, 1,354/14.10.2024,
mpMRI (ECZ) - 22.10.2024 Zmiana PIRADS 4 i 3
Szczepienie COVID19 - 30.10.2024
1,470/04.11.2024, 1,742/18.11.2024, 1,648/04.12.2024, 1,557/19.12.2024,
mpMRI (QUADIA) - 16.01.2025 Zmiana PIRADS 4 i 3
1,657/30.01.2025,
Biopsja fuzyjna przezkroczowa 12.02.2025 (rak gruczołowy zrazikowy Gleason 6(3+3) oba płaty)
bpMRI (QUADIA) Whole Body, bez istotnych zmian.
1,734/21.03.2025, 1,689/08.04.2025,
RARP (da Vinci) bez limfadenektomii z zaoszczędzeniem pęczków / 18.04.2025 dr. M. Mokrzyś z asystą dr. T. Rynkiewicza
Odpowiedz
#3
Witaj Marmar na naszym forum

Przykro, że przez to przechodzicie, ale z czysto medycznego punktu widzenia Wasza sytuacja jest jedną z najlepszych możliwych w raku prostaty, mimo że emocjonalnie to oczywiście katastrofa. Celowo używam liczby mnogiej, bo tak jest z rakiem, że nie choruje tylko jedna osoba, a cała rodzina.

Najpierw krótkie uporządkowanie faktów, bo to bardzo pomaga „odczarować” chaos. Rak gruczołowy, Gleason 6 (3+3), Grade Group 1, to zmiana o najniższej złośliwości (rak niskiego ryzyka). Brak naciekania poza prostatę, brak naciekania okołonerwowego, niewielkie ogniska (3–11 mm), PSA 3,13. Przy takim rozpoznaniu ryzyko przerzutów jest skrajnie niskie (praktycznie bliskie zeru). To są kluczowe zdania, do których warto wracać, kiedy „wjeżdża panika”.

Różnica pomiędzy MRI a biopsją, nie musi dziwić przy Gleasonie 6, taka zmiana nieraz może być niewidoczna w rezonansie. Przykładem jest moja sytuacja: w rezonansie zmiana w jednym płacie, a w biopsji zaraczone oba płaty. Różnica między badaniami również trzy miesiące.

Nowotwór u Twojego męża najprawdopodobniej rozwijał się latami, a delikatne wzrosty PSA bardzo dobrze do tego pasują. Wielu specjalistów będzie proponować na pewno aktywną obserwację, ale jeśli Twój mąż ma silną lękowość i nie wyobraża sobie siedzenia na „bombie”, to oczywiście operacja jest absolutnie rozsądną opcją, a czekanie na nią kilku miesięcy nie zmieni rokowania i wykonywanie tego prywatnie nie ma sensu.

Badanie genetyczne warto zrobić, ale nie jest to pilne przed decyzją o operacji. Wynik tego badania nie zmieni leczenia. Na pewno genetyka na mutację genu BRCA 1 i 2.

Teraz musicie się zabrać za swoją psychikę, Twój mąż ma bardzo ale to bardzo duże szanse na całkowite wyleczenie.

P.S. Wysłałem Ci info na priv

Pozdrawiam Szewik
Odpowiedz
#4
Dziękuję za Wasze wiadomości! Obdzwaniamy dzisiaj szpitale, żeby zorientować się w kwestii terminów. 
Właśnie ważna kwestia jest ta lękowość męża i po prostu nie możemy długo czekać, bo mi się chłop wykończy ze stresu. A tak jak Szewik napisał, wiadomość o raku wpływa na całą naszą rodzinę, więc mimo że mi do nadmiernej lękowości daleko, to też jest to dla mnie mocno stresująca sytuacja.

Mam jeszcze jedno pytanie; czy myślicie, że warto próbować we Wrocławiu? Przejrzałam raport o chirurgii robotycznej za 2024 rok i 307 takich operacji bylo wykonane w jednym z Wrocławskich szpitali. Zakładam, że w 2025 pewnie jeszcze więcej, patrząc na tendencję wzrostową w Polsce dla tych zabiegów. Mam tylko wątpliwość, że to jednak krótko jak ten robot jest we Wrocławskim szpitalu i na tle innych pewnie operatorzy nie maja jeszcze aż tak dużego doświadczenia.
Odpowiedz
#5
Witamy cię, Marmar, w naszym ekskluzywnym Klubie Żon, do którego nikt nie chce należeć.

1.Ten rak twojego męża rośnie  już wiele lat, dłużej, niż to stało się widoczne w PSA.
Nota bene przekroczenie poziomu 2 już było alarmujące według nowych standardów.
"Poziomy odcięcia" dawno już obniżono, nawet dla starszych pacjentów, ale nie wszyscy urolodzy o tym wiedzą.
Dla was wniosek nr 1: rak prostaty naprawdę rośnie powoli, bardzo powoli, dlatego macie teraz trochę  czasu 
na wybranie odpowiedniej ścieżki leczenia. Kilka (do 4) miesięcy, nie kilka tygodni.

2. Na pewno niektórzy lekarze będą mężowi radzić tylko obserwację.
Powtórzę tu zdanie znanego poznańskiego urologa  -  "skoro pacjent uważa, że powinien być leczony,
 to powinien być leczony". 
Bo jak sama widzisz, niedługo "rzuci mu się to na głowę".
Obecne techniki operacyjne są na tyle zaawansowane, że powinien wyjść z operacji bez większego szwanku.
Aczkolwiek musi liczyć się z oczywistymi konsekwencjami, ale o tym później.

Dodatkowym argumentem za operacją jest obecność komórek high grade PIN, jest to stan przedrakowy. 

3. Pamiętajcie o zabezpieczeniu nasienia, jesteście młodzi, możecie chcieć mieć drugie dziecko.
Z powodu wieku mąż pewnie dostanie skierowanie na badanie genetyczne, albo niech od razu sam poprosi, choćby lekarza rodzinnego. Kod skierowania resortowy 1212. Badanie najlepiej zrobić PRZED leczeniem, jak powiedział mi prof. Lubiński, który kieruje tymi badaniami. Najlepiej do niego zadzwonić: Poradnia Genetyczno-Onkologiczna Szczecin- USK nr 1 PUM, ul. Unii Lubelskiej 1, tel.  602 784 784.

Kiedyś na naszym zjeździe dyskutowaliśmy sprawę dziedziczenia mutacji w genach BRCA1 i BRCA2, przytaczaliśmy dane z badań amerykańskich. Nawet jeśli twój mąż ma te mutacje, nawet gdyby córeczka je odziedziczyła (odpukać), 
to prawdopodobieństwo jej zachorowania na raka piersi zwiększa się tylko w pewnym stopniu, co obliguje do staranniejszej kontroli stanu zdrowia.

4. Jak już ci chłopaki napisały, nowotwór twego męża określany jest jako "niskiego ryzyka", czyli do całkowitego wyleczenia. Czy mogą już być przerzuty? W medycynie wszystko jest możliwe, nawet groźny rak przy zerowym PSA,
ale to już trzeba mieć wielkiego pecha.
Na razie nic nie wskazuje na komplikacje. I tego się trzymajcie.

5. Jeśli mąż ma kartę DILO, niech ją realizuje tam, gdzie ją zgłosił, to znaczy niech się zgłosi na wszystkie wymagane badania. W ciągu kilku tygodni powinien mieć zrobione wszystkie konieczne badania, scyntygrafię, tomograf, rentgen.
Po tym odbędzie się konsylium, gdzie zaproponują mu ścieżki leczenia.
Mąż nie musi się u nich operować, w tzw. międzyczasie może się umawiać w innych miejscach.
Ma na  to kilka tygodni, bo dopiero co była biopsja, a po niej miejsce nakłuwane musi się wygoić.
Kiedyś wymagano 2 - 3 miesięcy przerwy między biopsją a operacją lub radioterapią.

6. Jak trzeba, to się za leczenie płaci, jeśli nie trzeba, to po co?
Na NFZ operują tak samo a nawet lepiej.
(Bo więcej pacjentów, więc więcej doświadczenia). 
Ten lekarz, którego tak chwali kolega-Omega operuje też na Fundusz.
Rada: polegać na opinii konkretnych ludzi, a nie botów z internetu.

Jeszcze jedno: skąd różnica między obrazem z rezonansu a wynikiem biopsji?
Gdyby badania obrazowe pokazywały całą prawdę i tylko prawdę, to po co byłyby drogie, bolesne, nieprzyjemne i 
niebezpieczne  biopsje?

Marmar, jeśli moglibyśmy ci w czymś jeszcze pomóc, pisz śmiało. Po to jest Forum.
.
Odpowiedz
#6
[b]Dunolka[/b] Tobie również dziękuję za wyczerpującą odpowiedź! Bardzo nam pomogłaś! 

I przepraszam, że dopiero odpisuję, ale zrobiliśmy sobie weekend bez tematu raka prostaty, żeby nie zwariować.

Byliśmy dzisiaj na wizycie w szpitalu we Wrocławiu, gdzie jest robot da vinci, ale dopiero od roku i operatorzy nie mają takiego doświadczenia. Ale chcieliśmy się zorientować w sytuacji i tak jak pisałaś chcemy porobić te badania, które będę potrzebne. Lekarz wskazał, że potrzebna jest scyntygrafia i na to wystawił skierowanie. Nic więcej. 

Ale nurtuje mnie jeszcze takie pytanie: jak zapewnić sobie, że operatorem będzie człowiek, którego wybierzemy, jeśli rozmawiamy o operacji na NFZ? W szpitalach pracuje kilku lekarzy i kilku z nich operuje robotem, to skąd pewność, że zabieg przeprowadzi właśnie ten, którego wybierzemy, a nie np. ktoś kto się uczy, bo np. nie jest to skomplikowany przypadek? Czy udanie się najpierw na prywatna wizytę do lekarza pomaga w takiej sytuacji?
Odpowiedz
#7
(23.02.2026, 15:53:43)marmar napisał(a): Ale nurtuje mnie jeszcze takie pytanie: jak zapewnić sobie, że operatorem będzie człowiek, którego wybierzemy, jeśli rozmawiamy o operacji na NFZ? 

Odpowiem tak trochę "plotkarsko", na podstawie rozmów ze znajomymi lekarzami (dwoje z mojej klasy skończyło medycynę, jeden z nich jest chirurgiem).
Otóż nigdy nie wiesz, kto cię zoperował, nawet prywatnie, nawet za kilkadziesiąt tysięcy złotych.
 Z tego prostego względu, że wtedy masz narkozę.

Każdy by chciał być operowany przez ordynatora, a przecież umieć muszą wszyscy.
Mój mąż kiedyś chciał uciec spod sali operacyjnej, gdy się dowiedział, że na liście operujących jest inne nazwisko, a nie sławnego  Ordynatora, do którego jechał pół Polski...
Ale tenże Ordynator wyjaśnił, o co w tym chodzi, i że nie ma się czego bać.

Po pierwsze, jeśli pacjent jest młody, tak jak twój mąż, główną, najważniejszą część operacji wykonuje zawsze najlepszy chirurg, czyli zwykle Ordynator.
Po drugie, w przypadku pacjentów  bardzo wiekowych, zdarza się, że operują zdolni studenci...
 Religa o tym opowiadał.

Tyle plotek, nie ręczę za ich prawdziwość.
Odpowiedz
#8
Cześć :zadowolenie, uśmiech 

Rozumiem przez co przez co przechodzisz. Też mamy córeczkę i stres związany z chorobą jest z nami codziennie od września. Ze swojej strony mogę polecić żebyście zadbali o swój dobrostan psychiczny (psychiatra, leki, psycholog). To pomoże w codziennym funkcjonowaniu.

Co do badań genetycznych to nam je zlecił onkolog (na NFZ). Jak zobaczył wyniki i wiek męża nawet nie musieliśmy prosić. Na wyniki też czeka się wiele miesięcy. Pierwsze pobranie krwi było w styczniu (na wynik czeka się 12 tyg.). po tym czasie ponownie pobiera się krew i czeka kolejne 12 tyg. (sprawdzają te same mutacje ale w innej sekwencji).

Natomiast mutacje BRACA1 i BRACA2 zostały zbadane po operacji bezpośrenio z wyciętego materiału.

Ważne, że nie odpuszczaliście tematu i macie  diagnozę. 

To jest zmora, że młodych pacjentów uznaje się za zdorwych bo to nie ten wiek na raka prostaty. Jak widać z tego forum młodych przybywa.
Odpowiedz
#9
(03.03.2026, 16:43:06)Bafik napisał(a): Nawiążę jeszcze do tematu mrożenia nasienia- dla pacjentów onkologicznych procedura związana z badaniem materiału jak i mrożeniem i przechowywaniem przez pierwszy rok jest darmowa.
Odpowiedz
#10
Bafik dzięki za wiadomości! Przeczytałam Waszą historię w sumie zaraz na początku "pobytu" na tym forum właśnie ze względu na wiek Twojego męża zbliżony do mojego. Lekarz mówił nam, że w tak młodym wieku rak prostaty to jeden na kilka tysięcy, ale myślę sobie, że te statystyki na pewno są zaniżone właśnie ze względu na brak badań młodszych facetów. I pewnie sporo młodych chodzi z tym dziadostwem i dowiadują się po pięćdziesiątce jak już sytuacja jest poważniejsza. Teraz trochę cieszę się, że mój mąż ma taki duży niepokój o swoje zdrowie, że męczył temat tego PSA, bo ja sama bym pewnie odpuściła po tym co mu mówili lekarze. Z biopsją też lekarz mu mówił, żeby poczekał jeszcze z pół roku.


Ten pierwszy tydzień po wynikach biopsji był dla mnie psychicznie straszny - nie mogłam spać i o 4 rano już siedziałam na tym forum i czytałam, żeby nie mieć tego poczucia, że nie wiem co dalej, bo kompletnie nie wiedzieliśmy jak podejść do sprawy. A ja potrzebuję działać, bo tak to nie śpię i rozkminiam. W każdym razie ja czuję się już lepiej, jakby ten pierwszy szok minął. Ale mąż pewnie jeszcze długo będzie sobie z tym radził - na szczęście korzysta z pomocy specjalistów, bo byłoby jeszcze ciężej niż i tak jest. 

Dobrze wiedzieć, że te badania genetyczne BRCA1 i BRCA2 prawdopodobnie zostaną zrobione z wyciętego podczas operacji materiału - czytałam, że wtedy najlepiej określić czy to odziedziczona mutacja. 
Nie jesteśmy pod opieką onkologa i po tym co napisałaś zastanawiam się czy nie powinniśmy być... Zgłaszaliście się sami dodatkowo do onkologa czy to szpital zapewnia konsultację z onkologiem? 
Jeszcze nie kontaktowaliśmy się z prof. Lubińskim wspominanym przez Dunolkę, bo gdzieś ten temat mi uciekł także wpisuję to na listę rzeczy do ogarnięcia.

Mąż dostał telefon ze szpitala we Wrocławiu, w którym byliśmy na wizycie, że lekarz wpisał go na operację na koniec marca - trochę nas tym zaskoczył, bo jeszcze nie zrobiliśmy scyntografii i w ogóle za dużo nie porozmawialiśmy, a też biopsję mąż miał 4.02, więc z tego co tutaj wyczytałam to powinny minąć minimum 2 miesiące po biopsji. Z drugiej strony kuszący jest ten szybki termin, żeby się tego pozbyć. Ale z trzeciej mam w głowie Wasze słowa, żeby się nie spieszyć i rozważyć różne opcje i sprawdzić kilku operatorów. Także bardzo prawdopodobne, że będziemy ten termin przesuwać albo w ogóle odwoływać, bo trochę boimy się mniejszego doświadczenia operatorów we Wrocławiu.

6.03 mieliśmy mieć wizytę u dr Salwy, ale na razie ją odwołaliśmy.
7.04 mamy termin u polecanego przez Omegę dr Mokrzysia. 

I rozważamy do kogo jeszcze się udać - najwięcej naczytaliśmy się o Bydgoszczy i Warszawie, ale kuszący odległościowo jest też Górny Śląsk lub Kraków (tam z tego co pamiętam dr Wisz operuje, ale mogę już coś mieszać). Na kilka dni wrzuciliśmy na luz, żeby temat raka nie zdominował nam życia, ale teraz zaczyna nam się wkradać niepokój, że w sumie czas leci szybko, a nie mamy poumawianych wizyt i trzeba to w miarę szybko ogarnąć. Także działamy!

Chyba trochę chaotyczna ta moja wiadomość, ale już późno więc wybaczcie!
Odpowiedz
#11
Witaj marmar, u nas minął rok od operacji we Wrocławiu. Służymy naszymi doświadczeniami na priv. Pozdrawiamy
Odpowiedz
#12
(05.03.2026, 10:15:02)malina napisał(a): Witaj marmar, u nas minął rok od operacji we Wrocławiu. Służymy naszymi doświadczeniami na priv. Pozdrawiamy

Witaj malina, właśnie w nocy napisałam do Ciebie prywatną wiadomość. Nie doszła?
Odpowiedz
#13
Marmar jeśli chciałabyś porozmawiać to wysłałam wiadomosć na priv zadowolenie, uśmiech
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości