02.10.2025, 19:37:24
Z tymi pęczkami n/n to jest tak, że oczywiście same nie wydzielają PSA , ale ich pozostawienie może się wiązać z pewnym, minimalnym PSA.
Dlaczego?
Pęczki n/n to są jakby wiązki nerwów i drobnych naczyń krwionośnych.
Wystarczy trochę wiedzy ze szkolnej biologii tudzież wyobraźni, by wiedzieć, że są to struktury mięciutkie, czyli
NIE DA SIĘ ICH OSKROBAĆ Z TKANKI, W KTÓREJ SĄ UMIESZCZONE!
No bo jak oskrobiesz taką niteczkę nerwu? To nie drucik.
Na obrazku widzimy, że przechodzą one przez tkankę torebki prostaty, zrośnięte z nią, a nie swobodnie na niej położone. Ewolucja nie przewidziała prostatektomii, bo by to inaczej urządziła.
Podczas operacji chirurg stara się " wypreparować" pęczki, czyli oderwać je od prostaty, ale maksymalnie delikatnie, aby je ocalić, ale nie rozerwać, bo przerwanie nerwu to jak przecięcie kabla elektrycznego.
Logiczne, że zawsze jakieś komórki prostaty na tych pęczkach zostają, przyklejone do niej.
Komórki prostaty, nawet zdrowe, wydzielają PSA.
Ale aby dana ilość zdrowej tkanki prostaty albo raka prostaty dawała w badaniu oznaczalne PSA, musi mieć drogę, by to PSA w prowadzić do krwioobiegu, czyli musi mieć system naczyń (raczej naczyniek) krwionośnych.
Dlatego wznowa raka poza lożą zaczyna się później, by kolonie raka (przerzuty) zdążyły wytworzyć swoją własną sieć naczyń krwionośnych. A one to potrafią, bo to, by okradać żywiciela, tak to działa.
Gdy po operacji zostanie jakiś strzęp zdrowej tkanki, choćby na tych pęczkach, to PSA jest oznaczalne, gdyż ten strzęp ma już swoją sieć naczyń, i wytwarzane PSA wpuszcza od razu do krwioobiegu.
Jasne, najlepiej żeby te strzępy były jak najmniejsze, i zginęły szybko, ale w medycynie, jak w życiu - różnie bywa.
Czasem, jeśli po operacji utrzymuje się minimalne PSA, lekarz uspokaja - poczekajmy, może organizm sobie sam poradzi. Strzęp zdrowy jest tylko strzępem, długo nie pociągnie.
A jak pociągnie, to mamy problem, bo PSA rośnie , a badania raka nie widzą, bo go nie ma.
Czyli nie ma łatwo.
Dlaczego?
Pęczki n/n to są jakby wiązki nerwów i drobnych naczyń krwionośnych.
Wystarczy trochę wiedzy ze szkolnej biologii tudzież wyobraźni, by wiedzieć, że są to struktury mięciutkie, czyli
NIE DA SIĘ ICH OSKROBAĆ Z TKANKI, W KTÓREJ SĄ UMIESZCZONE!
No bo jak oskrobiesz taką niteczkę nerwu? To nie drucik.
Na obrazku widzimy, że przechodzą one przez tkankę torebki prostaty, zrośnięte z nią, a nie swobodnie na niej położone. Ewolucja nie przewidziała prostatektomii, bo by to inaczej urządziła.
Podczas operacji chirurg stara się " wypreparować" pęczki, czyli oderwać je od prostaty, ale maksymalnie delikatnie, aby je ocalić, ale nie rozerwać, bo przerwanie nerwu to jak przecięcie kabla elektrycznego.
Logiczne, że zawsze jakieś komórki prostaty na tych pęczkach zostają, przyklejone do niej.
Komórki prostaty, nawet zdrowe, wydzielają PSA.
Ale aby dana ilość zdrowej tkanki prostaty albo raka prostaty dawała w badaniu oznaczalne PSA, musi mieć drogę, by to PSA w prowadzić do krwioobiegu, czyli musi mieć system naczyń (raczej naczyniek) krwionośnych.
Dlatego wznowa raka poza lożą zaczyna się później, by kolonie raka (przerzuty) zdążyły wytworzyć swoją własną sieć naczyń krwionośnych. A one to potrafią, bo to, by okradać żywiciela, tak to działa.
Gdy po operacji zostanie jakiś strzęp zdrowej tkanki, choćby na tych pęczkach, to PSA jest oznaczalne, gdyż ten strzęp ma już swoją sieć naczyń, i wytwarzane PSA wpuszcza od razu do krwioobiegu.
Jasne, najlepiej żeby te strzępy były jak najmniejsze, i zginęły szybko, ale w medycynie, jak w życiu - różnie bywa.
Czasem, jeśli po operacji utrzymuje się minimalne PSA, lekarz uspokaja - poczekajmy, może organizm sobie sam poradzi. Strzęp zdrowy jest tylko strzępem, długo nie pociągnie.
A jak pociągnie, to mamy problem, bo PSA rośnie , a badania raka nie widzą, bo go nie ma.
Czyli nie ma łatwo.

