W dniu dzisiejszy dotarła do nas smutna wiadomość o śmieci naszego Kolegi Andrzeja, który był tu znany pod nickiem AGW.
Jego walka w dniu wczorajszym dobiegła końca.
Część uczestników naszego Forum miała zaszczyt osobiście poznać tego dzielnego człowieka i jego żonę.
Małgosiu w imieniu Forumowiczów składam Tobie wyrazy współczucia.
Andrzeju spoczywaj w spokoju.
Znowu żegnamy przyjaciela z forum. Po prostu przyjaciela, takiego skromnego, cichego, jednego z tych, których Parsley określił jako "autystycznych introwertyków", czyli takich, którzy "nie gadają, a działają".
Andrzej kiedyś napisał krotko, że kto potrzebuje informacji, niech pyta, a chodziło o najnowsze sposoby leczenia i dotarcie do szczególnych specjalistów, i w kraju i zagranicą.
Andrzej przykładowo wysłał leki komuś potrzebującemu, innemu odstąpił swój termin u obleganego lekarza, a mnie pomógł w nawiązaniu kontaktu ze specjalistą z Łodzi, gdy mój ciężko chory na raka bratanek szukał dla siebie ratunku.
Tego się nie zapomina.
Armands kiedyś się wyraził, że "szkoda, że my, z naszej grupy nie poznaliśmy się w innych okolicznościach przyrody",
a nie z powodu choroby onkologicznej. Ale takie jest życie, że właśnie w trudnych chwilach szczególnie potrzebujemy przyjaciół, potrzebujemy pomocy i wsparcia. To jest ważne, że możemy na siebie liczyć.
I tak boli, gdy kogoś z nas tracimy, gdy trzeba napisać te słowa:
Żegnaj Przyjacielu!
W życiu doczesnym nie dane mi było poznać Andrzeja, odświeżyłem sobie historię Jego wątku i determinacja w walce z chorobą ukazała, jak wielkim i prawdziwym wojownikiem był On.
requiescat in pace
Droga Małgosiu, Drodzy Forumowicze,
Z ogromnym bólem i niedowierzaniem przyjęłam wiadomość o odejściu Andrzeja. Dla wielu z Was był wspaniałym, walecznym kolegą z forum, ale dla mojej rodziny Andrzej stał się kimś o wiele ważniejszym – stał się naszym Aniołem Stróżem.
Mój mąż choruje na raka prostaty i jest w bardzo podobnej sytuacji, w jakiej był Andrzej. Dwa lata temu znaleźliśmy się w sytuacji bez wyjścia, a czas drastycznie uciekał. Musieliśmy pilnie skonsultować się z dobrym specjalistą, ale nie było terminów, a szanse na uratowanie męża malały z każdym dniem. Wtedy Andrzej zrobił coś, czego nigdy, do końca naszych dni, nie zapomnimy. Bezinteresownie, z dobroci serca, oddał mojemu mężowi swój własny termin wizyty u tego specjalisty.
To dzięki temu niezwykłemu gestowi mój mąż dzisiaj żyje. Andrzej podarował nam najcenniejszy dar – czas i szansę na walkę, z której korzystamy do dziś pod opieką tego lekarza.
Andrzej nie tylko sam dzielnie walczył, ale potrafił w tym samym czasie nieść ratunek innym. Pokazał, czym jest prawdziwa, głęboka solidarność w chorobie. Jesteśmy mu winni dług, którego nie da się spłacić słowami.
Małgosiu, przyjmij od nas najgłębsze wyrazy współczucia. Pamięć o wielkim sercu Twojego męża pozostanie w nas na zawsze. Każdy kolejny dzień życia mojego męża jest i będzie żywym pomnikiem dobroci Andrzeja.
Odpoczywaj w pokoju, Waleczny Rycerzu.