RAK PROSTATY POMOC - Forum

Pełna wersja: Aktywność odstresowująca
Aktualnie przeglądasz uproszczoną wersję forum. Kliknij tutaj, by zobaczyć wersję z pełnym formatowaniem.
Dla mnie najlepszą metodą na odstresowanie jest aktywność fizyczna.
Wspomaga metabolizm , oczyszczanie organizmu ale i wspomaga walkę z zagrożeniem cukrzycowym jak i schorzeniami reumatycznymi.
Kilka informacji o aqua aerobic.

Czym jest aqua aerobic?

Aqua aerobic to bezpieczna dla kręgosłupa i przyjemna dla ćwiczących forma aktywności fizycznej. Aqua aerobic wykorzystuje elementy aerobicu do ćwiczeń na basenie. Ćwiczenia w wodzie są bardziej efektywne, ze względu na opór wody.
Jak wyglądają zajęcia aqua aerobic? Ćwiczenia odbywają się na pływalni, w rytm muzyki - która nadaje odpowiednie tempo oraz mobilizuje do wykonywania wysiłku. Instruktor znajdujący się na brzegu pokazuje ćwiczenia, które wykonują uczestnicy. Do ćwiczeń używane są także: pasy wypornościowe, hantle piankowe, ciężarki na kostki i nadgarstki, deski pływackie, rękawiczki oporowe i rurki piankowe.
https://www.youtube.com/watch?feature=pl...wZ0QNCpGh0

Zdrowie, radość, motywacja – aqua aerobik .

Nie musisz umieć pływać aby uczestniczyć w aqua aerobiku.
Jest to niewątpliwa zaleta ćwiczeń w wodzie.

Woda przez swoje wyjątkowe właściwości sprawia, że wykonywane w niej ćwiczenia aqua aerobik możemy potraktować jako swoistego rodzaju gimnastykę całego ciała. Aerobik w wodzie przynosi maksymalne efekty widoczne już po pierwszych 8 zajęciach czyli po pierwszym miesiącu, zachowując przy tym bezpieczeństwo dla zdrowia. Środowisko wodne stawia kończynom wykonującym podczas ćwiczeń ruch duży opór, można więc dzięki temu zwiększać siłę mięśni bez konieczności wylewania z siebie litrów potu jak na siłowni czy sali fitness. Podczas zajęć w wodzie nie odczuwamy tak bardzo zmęczenia, mimo że nasze mięśnie wykonują ogromną pracę. Możemy zatem kształtować wymarzoną sylwetkę i poprawiać wydolność naszego organizmu bez strachu o kontuzje i urazy.
Dla kogo aqua fitness?

Główna cecha charakteryzująca zajęcia aqua fitness to fakt, że podczas ćwiczeń układ ruchu nie jest tak obciążany jak w przypadku innych form fitnessu prowadzonych na salach bądź urządzeniach, dlatego ćwiczyć może praktycznie każdy bez względu na wiek i płeć. Polecany jest szczególnie osobom, które pragną podnieść swój poziom sprawności fizycznej, osobom otyłym, starszym, po operacjach, dzieciom, kobietom w ciąży, a także osobom które mają kłopoty z kręgosłupem, chorym na osteoporozę, mającym problemy z układem krążenia i oddechowym.
Jak wyglądają typowe zajęcia aqua aerobiku?
Ćwiczenia w wodzie odbywają się zarówno w płytkiej oraz głębokiej części basenu. Zajęciom towarzyszy muzyka, która nadaje odpowiednie tempo, umila ćwiczenia oraz mobilizuje do wykonywania wysiłku. Nad wszystkim czuwa instruktor znajdujący się na brzegu basenu. Do ćwiczeń używamy sprzętu wypornościowego renomowanych marek. Ich zadaniem jest utrzymywanie nas w zawieszeniu. Do tego służą np. pasy wypornościowe i makarony zbudowane z pianki. W całym asortymencie znajdą się też takie, które zmuszą nas do zwiększenia swojego wysiłku. Będą to hantle oraz oporniki zakładane na nogi.
https://youtu.be/SE_9UCsKr18?t=298
https://www.youtube.com/watch?v=SE_9UCsKr18
W ŚRODĘ
https://www.youtube.com/watch?v=4AE2MlKU7T8
W PONIEDZIAŁEK
https://www.youtube.com/watch?v=U7Tk-vCXCQs
https://www.youtube.com/watch?v=xzrWTw-SEcQ

Jędrek
To nie jest wpis pół żartem ale całkiem serio: mój tato odstresowuje się na chopperze . Kupił go rok przed wykryciem choroby i na nim jeździł odwiedzać chorego brata. Niewiele pojeździł kiedy po raz pierwszy wylądował w szpitalu. Później diagnoza raka, zima i leczenie. W czasie "majówki" 2016 dosiadł motor na pierwszą przejażdżkę wkoło komina ku niezadowoleniu mamy. A teraz w letnie dni chociaż dwa razy w tygodniu jadą z mamą na lody gdzieś 20 km od domu, każda sobota jest świętym dniem dla motoru, parady, zloty, wycieczki, co tydzień pucowana i polerowana, międzyczasie doposażona zadowolenie, uśmiech A i jeszcze prezesem klubu motocyklowego został zadowolenie, uśmiech I już myśli o zmianie na coś większego.
(24.08.2016, 20:48:22)Mazulka napisał(a): [ -> ]A teraz w letnie dni chociaż dwa razy w tygodniu jadą z mamą na lody gdzieś 20 km od domu, każda sobota jest świętym dniem dla motoru, parady, zloty, wycieczki, co tydzień pucowana i polerowana, międzyczasie doposażona zadowolenie, uśmiech A i jeszcze prezesem klubu motocyklowego został zadowolenie, uśmiech I już myśli o zmianie na coś większego.

Skonsultujcie to z lekarzem. Jestem pewien, że rowery należy raczej odstawiać. Co do motocykli nie jestem pewien.
Mrakad powiem szczerze, nie będę sugerowała tacie konsultacji z lekarzem w tej sprawie. On mówi, że wszystko jest ok i to mi wystarczy. Nie mogłabym odebrać mu radości, którą te przejażdżki motorowe mu dają.

Kiedy ja zachorowałam usłyszałam od innych chorych tyle zakazów, że z po pierwszej dawce takich wskazówek wróciłam do domu z płaczem, że teraz to tylko potrzebuję trumny żeby położyć się i czekać... Jak zrezygnować z miłości...nieważne czy do motoru czy innej pasji? Sama nie zrezygnowałam z niczego (tylko przełożyłam na później) to jak mogę tacie zakazać?
Mazulka - zupełnie się z Tobą zgadzam.
W przypadku naszych przewlekłych chorób musimy zachowywać choć w części własne zainteresowania i pasje a także czasami te złe nałogi dotyczące sposobu życia i diety. Pozbywanie się tych przywar (dobrych i złych) byłoby według mnie bardziej stresujące i jednocześnie może spowodować progresję choroby.
Jeśli tato lubi jeździć motocyklem to niech to robi......
Nie możesz mu zabrać tej przyjemności tłumacząc chorobą itd.
Nikt z nas nie wie jak szybko choroba się rozprzestrzenia po organizmie i co jest tego głównym powodem.
Często słyszę .... jakbyś tego nie robił .... toby było to czy tamto.
Tematy filozoficzne - łatwe do oceniania po czasie.
Jeśli nawet wg medycyny tacie będzie przeszkadzać jazda motorem to powinien tego nie robić...?
Czyli co? Zamknąć się w domu, siedzieć w fotelu itd.?
Bądź spacerować, oddychać świeżym powietrzem itd.?
A może tego nie lubi.
Zatem wcześniej "dostanie doła" psychicznego i spowoduje szybszy rozwój choroby. 
Wszak nowotwory uwielbiają stres.
Piszę to choć wiem, że dotykam delikatnej sfery i pojawi się mnóstwo komentarzy.
Zawsze jednak powinien zadziałać zdrowy rozsądek.  
Ja taką wyznaję filozofię i staram się tego przestrzegać. 
Dziwne? Może normalne.
Myślę, że krótkie przejażdżki chopperem po prostatektomii nie zaszkodzą. To przecież nie motocykl crossowy i obijanie tyłka nie grozi. Siodło motocykla może dawać większy komfort niż siodełko roweru, a i amortyzacja jest o niebo lepsza.
Jak tata to lubi, to niech jeździ i cieszy się chwilą. Oczywiście niech zachowa zdrowy rozsądek i będzie czujny.

Pozdrawiam
Armands

PS. Ja rowerem sobie od czasu do czasu pojeżdżę, ale z umiarem i z aktywnymi czujnikami w 4 literach Big Grin
Tata delektuje się spokojną jazdą i widokami po drodze. Jazda na motorze to jednak w porównaniu z jazdą na rowerze błogie lenistwozadowolenie, uśmiech

Kiedy mowa o chorobach nowotworowych pojawia się kwestia nawyków. Głównie w kwestii diety i aktywności fizycznej. Przed zdiagnozowaniem choroby mój rodzic fatalnie się odżywiał. Zmienił to przede wszystkim jedząc regularnie, wzbogacając dietę o wartościowe produkty, ograniczając słodycze. Ale nie zrezygnował z ulubionych słodkości całkiem. I nie przeprowadził rewolucji, nie stosuje całej palety suplementów (poza wit.D3+K2). W moim przypadku z kolei, ograniczam produkty odpowiedzialne za wzrost cholesterolu całkowitego i trójglicerydów bo mam z tym kłopot od kilku lat a przyjmowany lek swoją drogą podnosi te parametry. Zaprzyjaźniłam się z wit. D3 i ostropestem ale nie dajmy się zwariować. Jedzenie, smakowanie to jedna z większych przyjemności życia. A jak pisze Cris rezygnacja z takich przyjemnych przywar pewnie doprowadzi do doła psychicznego i co za tym idzie postępu choroby.

Inna ważna kwestia to aktywność fizyczna. Słyszałam, że nie tak szybko rower, że zapomnij o nurkowaniu, że teraz to tylko odpoczywaj. Czyli leż? Kocham jazdę na rowerze i wytrzymałam bez roweru dwa tygodnie po operacji tylko dlatego, że bałam się "efektu wertepów" na drodze. Ręka drętwiała to fakt ale psychicznie odpoczywałam. Od pacjentów i nawet lekarza rodzinnego słyszałam, że przez 5 lat broń Boże wyjechać gdzieś i zmienić klimat bo wrócę ze wznową. Nawet w nasze polskie góry czy nad Bałtyk. Trułam się tymi bzdurami zanim odważyłam się porozmawiać z lekarzem prowadzącym. I co usłyszałam? "Żyj jak Kylie Minogue, ona podróżuje, lata między kontynentami, zmienia facetów, korzysta z życia ile się da." Faceta mam najlepszego na świecie ale do całej reszty chętnie się stosuję. Zaraz po tych słowach pojechaliśmy na weekend rowerowy nad morzem i było wspaniale. Wszystko oczywiście z umiarem. Śp. brat taty powiedział, że kiedy przestanie pracować to umrze. I nikt mu nie zabraniał pracować choć było to okupione ogromnym wysiłkiem szczególnie po chemii. Ale dawało radość i motywację do życia. A później brakło fizycznych sił do pracy i brakło chęci do życia. I to był koniec smutny
(24.08.2016, 22:46:02)Mazulka napisał(a): [ -> ]Kiedy ja zachorowałam usłyszałam od innych chorych tyle zakazów, że ...

Zwróć uwagę, że ja jedynie zaproponowałem konsultacje z lekarzem a nie z innymi pacjentami ani opinią publiczną. Decyzję oczywiście podejmuje pacjent.

Cytat:Cris

Jeśli tato lubi jeździć motocyklem to niech to robi......
Nie możesz mu zabrać tej przyjemności tłumacząc chorobą itd.

Uwaga jak wyżej plus zdumienie jak się doszukałeś w moim króciutkim poście jakichś zakazów.

Cytat:Często słyszę .... jakbyś tego nie robił .... toby było to czy tamto.

Czyżby to były uwagi jakiegoś lekarza? Leczysz się jeszcze  u niego?

Cytat:Jeśli nawet wg medycyny tacie będzie przeszkadzać jazda motorem to powinien tego nie robić...?
Czyli co? Zamknąć się w domu, siedzieć w fotelu itd.?

Ależ skąd! Pacjent powinien przemyśleć czy zgadza się z Dunol: "Lepsze wiązki niż Powązki" i zrezygnować z RP.
A jeśli te okropne skutki uboczne hormonoterapii są tak dokuczliwe i z niej zrezygnować. Najważniejsze to unikać stresu. Życie w stresie nie ma sensu, lepiej się od razu powiesić!

Cytat:Zatem wcześniej "dostanie doła" psychicznego i spowoduje szybszy rozwój choroby. 
Wszak nowotwory uwielbiają stres.

Uwielbiam takie rozumowanie. Od razu nasuwają mi się dwa pytania:
Gdzie są wyniki badań wyjaśniających oddziaływanie stresu na rozwój raka prostaty w organiźmie?
Dlaczego nigdzie na świecie do standardów leczenia nie są włączeni psychoonkologowie?

Ja nie natrafiłem na takie materiały. Jeśli ktoś zna takowe to proszę o linki.

Cytat:Mazulka
Trułam się tymi bzdurami zanim odważyłam się porozmawiać z lekarzem prowadzącym. I co usłyszałam?

I o to mi właśnie chodziło, o konsultacje z lekarzem prowadzącym!
Mrakad ja nie odebrałam Twojego postu jako zakazu czy nakazu, tylko jako życzliwą radę zadowolenie, uśmiech Oczywiście konsultować się należy z lekarzami a nie pacjentami ale tych dobrych lekarzy często szukamy ze świecą. A ci mniej kompetentni też potrafią bzdur naopowiadać (jak ja od mojego internisty na przykład).

Może nie udowodniono tego ale ja wierzę w to, że stres jest jednym z czynników sprzyjających rozwojowi nowotworów wszelkiej maści.
Leczę się w DCO i już na początku obowiązkowo z innymi badaniami miałam spotkanie z psychoonkologiem. Później dwa pobyty w szpitalu i za każdym razem psycholog przychodziła na rozmowę w ramach procedur leczenia. Gdybym nie chciała rozmawiać to spotkanie trwałoby chwilę i nikt nie zmuszałby mnie do tego. Przyznaję jednak, że te rozmowy były bardzo wartościowe. I nie miałam poczucia odfajkowania ale świadomość, że mogę z tej formy pomocy korzystać bez ograniczeń. Druga sprawa to chęć pacjenta. Widziałam wiele zaproszeń na spotkania, szkolenia dla pacjentów onkologicznych z zakresu psychologii, żywienia, rehabilitacji. Jeśli ktoś chce skorzystać to ma wybór a jak nie chce to wołami nie zaciągną.
Cytat:Może nie udowodniono tego ale ja wierzę w to, że stres jest jednym z czynników sprzyjających rozwojowi nowotworów wszelkiej maści.
Witam.
Nie udowodniono naukowo, bo takie badania naukowe to droga dość wąska i pod górkę. Kasy także nikt nie wyłoży, bo w efekcie nie będzie co "wyprodukować" i wrzucić na rynek żeby zarobić na tym ( na nas chorych) krocie smutny.
A wiara. To dopiero potęga i to bez jakichkolwiek badań klinicznych.
Ostatnio po wizycie w labie. i otrzymanym w sierpniu wyniku  PSA= 1,57 ng/ml zadowolenie, uśmiech napisałem, że nie mam zamiaru dochodzić dlaczego taki spory spadek w okresie ostatnich 4 tygodni ( ???).
Jednak zwrócę uwagę na "mały szczegół" mruganie, puszczanie oczka  jeżeli mogę  ten szczegół tak określić. Jak wiecie od marca/kwietnia zachodziłem w głowę co i jak z moim potwierdzonym w hist.pat (???) i to dwukrotnie, chłoniakiem skóry( ziarniniakiem grzybiastym) który to położył mnie na łopatki ( jako drugi towarzysz rak) i równolegle kolejne skoki PSA dobiły moja psychikę praktycznie na maxa. Po wizycie 26 07.br w GUMED kiedy odpowiedź na ich badania hist.pat, że nie stwierdza się komórek nowotworu złośliwego ( chłoniaka skóry) była dla mnie informacją jak zbawienie, chociaż dalej były i są problemy z progresją "mego skorupiaka". Jednak jak się całkowicie tą wiadomością wyluzowałem i jak nigdy bez stresu poszedłem na kolejne badanie PSA przed podaniem Firmagonu, to o dziwo i PSA spadło do wartości 1,57/1,66 ng/ml ( z 2,18 ng/ml sprzed 28 dni) oraz ALAT i AsPat spadł poniżej 100. Przypadek? Czy może właśnie psychika odpowiednio pobudza system immunologiczny do obrony. Ja nie prof.naukowiec, jednak coś mruganie, puszczanie oczka tam w trawie piszczy, a trawa w tym roku niemiłosiernie szybko odrasta po każdym pokosie.
Pozdrawiam
  Kris.

P.S Mazulko. Ty sobie nie wyobrażasz jak bym pojeździł  teraz motocyklem Cool. To moja cała młodość. Prawo jazdy kat. "A" posiadam od 45 lat. Moje motocykle od szkoły średniej to: WFM M06,WSK 125 ( silnik z tego wynalazku moglem w nocy bez światła po omacku rozebrać i złożyć do kupy i rano wystartować na zawodach- bawiłem się przez 7 lat w Karting z efektami które cały bardzo miło wspominam, bo puchary istnieją do dzisiaj); SHL175 i przecudowny Junak M10/350 który już w wieku lat 20 mnie tak "przytulił" do gleby, że ponad pół godziny leżałem pod nim i nie mogłem wykonać sam żadnego ruchu. Bez pomocy chyba bym pod nim leżał i całą noc ( tylko proszę sobie źle nie kojarzyć, bo Junak to rodzaj męski Big Grin ) Wiesz, że samo wspomnienie tych pięknych lat dodaje siły jak nic. Dlatego Tacie pozostawcie tą przyjemność jazdy motocyklem. Te wrażenia sa niesamowite, a jaka adrenalina??? wystawia język
Cytat:Mazulka
Mrakad ja nie odebrałam Twojego postu jako zakazu czy nakazu, tylko jako życzliwą radę

I bardzo słusznie bo uwaga dotyczyła Crisa a nie Ciebie. zadowolenie, uśmiech

Cytat:Może nie udowodniono tego ale ja wierzę w to, że stres jest jednym z czynników sprzyjających rozwojowi nowotworów wszelkiej maści.

Kwestie wiary nie podlegają dyskusji.

Cytat:Leczę się w DCO i już na początku obowiązkowo z innymi badaniami miałam spotkanie z psychoonkologiem. Później dwa pobyty w szpitalu i za każdym razem psycholog przychodziła na rozmowę w ramach procedur leczenia.

Mazulka! Lejesz miód na moje rozgorycznone serce. Bardzo się cieszę, że wreszcie takie podejście toruje sobie drogę do pacjentów. Ja pisałem mając w pamięci moje zabiegi o spotkania z psychoonkologiem. Jako pacjent ambulatoryjny byłem drugim sortem. Psychoonkolodzy  w CO zajmowali się jedynie pacjentami szpitalnymi. Nam proponowano góra trzy spotkania. Mnie udało się zaprezentować jako na tyle wyjątkowy i szczególny przypadek, że odbyłem takich spotkań aż jedenaście.
Dopiero po kilku latach ranga komórki wsparcia wzrosła do zakładu psychoonkologii a i NFZ zauważył nasze istnienie i zadecydował o finansowaniu dłuższych serii spotkań.

Od lat stoję na stanowisku, że pozytywne myślenie, unikanie stresów, psychoonkologia, itd. mogą mieć kolosalne znaczenia dla funkcjonowania pacjenta w środowisku, dla jakości jego życia. Mnie te sesje przywróciły do aktywnego życia i pozwoliły się pozbierać.

Jednakże nie ma to żadnego wpływu na czas przeżycia. Optymiści i pesymiści, wesołki i ponuraki żyją dokładnie tyle samo na ile choroba pozwoli.
Cytat:Jednakże nie ma to żadnego wpływu na czas przeżycia. Optymiści i pesymiści, wesołki i ponuraki żyją dokładnie tyle samo na ile choroba pozwoli.

To prawda, różnica tylko w jakości tego życia.

Wczoraj z mężem pojechaliśmy nad wodę, on z wędką, ja z książką. Tuż obok most kolejowy. Na naszych oczach 22-letnia dziewczyna skoczyła z tego mostu, cudem udało się ją uratować bo Odra a w tamtym miejscu i szeroka i niebezpieczna. Zaczęła tonąć. Na brzegu okazało się, że najadła się różnych tabletek (miała ze sobą cały woreczek psychotropów, przeciwbólowych).  A w plecaku list pożegnalny, który przeczytałam. 
Reakcja kilku osób, które się tam znalazły była przygnębiająca, nie było grama współczucia czy ludzkiej życzliwości.  
Jednak bardziej poraziła mnie konfrontacja dramatu tej dziewczyny, jej słowa że chce umrzeć z moim własnym ogromnym pragnieniem życia. Może nie miejsce tutaj na pisanie o czymś takim. My walczymy każdym sposobem żeby żyć nawet będąc w sile wieku. Ona nie chce żyć (na ręce miała blizny wyglądały jak po podcinaniu żył) kiedy dopiero jej życie się zaczyna....